Nasza ekipa reporterska

Z moją ekipą przejechałam już setki tysięcy kilometrów, realizując reportaże na Dolnym Śląsku, ale przede wszystkim na Kresach. Właśnie wyruszamy w naszą 158 podróż za wschodnią granicę w tym stuleciu. Będziemy szukać na Ukrainie w okolicach Tarnopola rodzinnych korzeni wrocławskiego nauczyciela akademickiego - Wojciecha Pusza.

W naszej grupce są od 17 lat dwaj ci sami ludzie - operator Jan Urbaniak i kierowca, a ostatnio dźwiękowiec Andrzej Patuszynski. Jest też od niedawna drugi kierowca z całkowicie kresową duszą - Janek Matkowski. Trzeba przyznać, że nie potrafiliśmy zatrzymać w naszym zespole na dłużej żadnego dźwiękowca. Pracowali z nami Andrzej Marchewa, Zbyszek Monkiewicz, Ryszard Szwaj, a ostatnio Jacek Krystek. Praca na wschodzie wymaga hartu, wielu wyrzeczeń, a czasem nawet desperacji. Bardzo często jest to działalność charytatywna, dlatego mało kto potrafi przetrwać i pokochać te robotę. A bez miłości się nie da. Ale za to spotkania z rodakami, ich wzruszenia, wdzięczność i umiejętność dziękowania, wynagradzają całe to tułacze życie. Najczęściej wyjeżdżamy na weekendy - dwie noce w samochodzie, jedna gdzieś przespana na Ukrainie, lub Litwie u naszych rodaków czy zaprzyjaźnionych księży a potem szybki powrót - bo gonią terminy montażu i emisji. Bywa, że jesteśmy na Kresach trochę dłużej: tydzień lub kilka tygodni z okazji świąt lub w wakacje. Wówczas realizujemy nasze telewizyjne akcje, remontujemy mogiły, rozwozimy i zapalamy znicze, przekazujemy świąteczne dary zbierane przez dolnośląskie dzieciaki.

Ekipa reporterska zamienia się bardzo często w ekipę tragarzy, albo robotników cmentarnych. Na szczęście Kresy stały się już naszym drugim domem i nie ma takiego miejsca na Wschodzie, w którym nie znaleźlibyśmy gościny, a i wigilijną noc byłoby gdzie spędzić. Rzadko wyjeżdża z nami nasza kierowniczka produkcji - też Kresowianka Danusia Matkowska. Twierdzi, że przynosi pecha. Kilka miesięcy temu kiedy pani kierownik towarzyszyła nam w podróży, mieliśmy niegroźny i odpukać jedyny wypadek. Poszkodowana została tylko producentka, wszyscy wyszli bez szwanku i za kilka dni udali się w kolejną wyprawę na Wschód. Komunikacyjne przygody nie grożą montażyście Wojtkowi Tomeckiemu, który czeka z niecierpliwością na nasz powrót, zawsze strapiony, że jest tak mało czasu na sklejenie tego co nakręciliśmy. Ale udaje się zdążyć. I tak co tydzień od kilku lat na zadyszce, ale radośni bo wiemy, że na kolejny program czekają wierni widzowie, chciałoby się powiedzieć po lwowsku - semper fidelis.

(aby powiększyć - kliknij w zdjęcie)