Relacje uczestników Akcja 2016

Cmentarze w Kamionce Buskiej (Stumiłowej) w lipcu 2016

Nasza przygoda rozpoczęła się 2 lipca 2016 r, gdy wspólnie z grupą I LO ze Świdnicy dotarliśmy na parking przed Urzędem Marszałkowskim. Po pięknym powitaniu uczestników akcji przez wspaniałe osobistości, mogliśmy znów przywitać się z osobami, z którymi dzieliło się heroiczną pracę w poprzednich edycjach. Nasza podróż na Ukrainę przebiegła spokojnie, a dzięki pomocy Straży Granicznej, udało się nam szybko przekroczyć granicę oddzielającą nasze państwa. Z roku na rok widać, że nasi sąsiedzi radzą sobie coraz lepiej, pomimo tak trudnych dla nich czasów. Miejscowości przy granicy to nie zapadające się budynki, tylko piękne murowane domy. Z roku na rok również można zauważyć tę zmianę w głębi kraju, to dobry znak!

Dotarliśmy do Kamionki Strumiłowej przed południem, nasza grupa udała się na Eucharystię, a jeszcze przed jej rozpoczęciem podchodzili do nas nasi "tutejsi" znajomi i gorąco nas witali. Podczas Mszy Św. pozdrowieni zostaliśmy przez księdza i całą społeczność w języku polskim. Po Mszy rozdzieliliśmy się z grupą ze Świdnicy, która od tej chwili tworzyła swoją własną przygodę.

Po obiedzie wyruszyliśmy do sąsiedniej miejscowości, w której byliśmy zakwaterowani. Pani Maria przywitała nas ciepło. Przez dwa dni trwał przyjazny spór jak wymawia się nazwę miejscowości: czy to Batiatycze czy Batiatici, a wśród miejscowych dzieci, które jak co roku pomagały nam na cmentarzach, wywoływało to uśmiech na twarzy.

W poniedziałek udaliśmy się na stary cmentarz, zostaliśmy zaskoczeni widokiem skoszonej trawy w początkowej części cmentarza. Wszyscy, widząc to, otrzymali nowe siły, każdy znalazł dla siebie pracę. Tego dnia odwiedziła nas na cmentarzu Pani Grażyna wspólnie z ekipą i Panem Kuratorem oraz Panem Marszałkiem Woj. Dolnośląskiego. Pojawili się też nasi przyjaciele z Kamionki: Wasyl, ks. greko-katolicki Wł. Szuba z córką Irenką, pani Zoriana Sikorska wspólnie ze swoim zespołem taneczno-wokalnym "Marzenie", pani Olga, Śmiżana, Patryk. Pan Marszałek zachwycił się pomnikiem nauczycielki Emilii Pańczukowej i poprosił nas o jego odrestaurowanie. Pracowaliśmy nad nim 2 dni, po takim czasie dopiero zobaczyliśmy jak piękny na samym początku musiał być ten pomnik z piaskowca! Pracę na zabytkowym cmentarzu zakończyliśmy po 3 dniach, a to wszystko dzięki pomocy Mera, który przed naszym przyjazdem zlecił pracownikowi skoszenie trawy oraz miejscowym dzieciom, które z roku na rok coraz lepiej mówią po polsku! W tym roku pomagały nam również dziewczyny z zespołu pani Zoriany. Udało nam się wspaniale odczyścić część nagrobków, zrobić ich kosmetykę, na co w poprzednich latach nie starczało czasu. Za rok na pewno będzie trzeba je poprawić, ale znowu udało nam się ocalić pamięć o ludziach stamtąd - mieszkańcach przedwojennej Kamionki.

Po zakończeniu prac na tym cmentarzu wyruszyliśmy na drugi nowszy cmentarz. Tam, niestety, zastaliśmy przykry widok. Zobaczyliśmy rozrzucone, postrącane, poniszczone zabytkowe pomniki. Początkowo myśleliśmy, że to wina ludzi, ale okazało się, że winny jest żywioł, burze. Wiatr poprzewracał drzewa. Nie poddaliśmy się, z siłą mitycznych bohaterów, stawialiśmy zwalone pomniki. Nie mieliśmy wystarczającej ilości narzędzi, za rok będziemy lepiej przygotowani i wtedy dokończymy naprawianie negatywnych skutków przyrody. Pomimo tego, efekty były zadowalające.

O polskiej przeszłości tych ziem, przypominają nie tylko polskie pomniki, ale i pamiątki zakopane w ziemi. Razem z dwoma innymi wolontariuszami przypadkiem odnaleźliśmy bagnet, który po odrdzewieniu domowymi sposobami okazał się bagnetem Wojska Polskiego. Zapewne żołnierz, który dostał rozkaz wycofania się lub przejścia do stanu cywilnego, zakopał go przy grobie swojego krewnego. Broń przekazaliśmy do miejscowego muzeum.

Codziennie w naszej pracy pomagali nam młodzi przyjaciele z Kamionki, a mieszkańcy przechodząc obok nas do mogił swoich bliskich, życzyli nam siły, dobrego dnia, wytrwałości. Prawdopodobnie zrozumieli po latach, że wykonujemy tutaj syzyfową pracę, a pomimo to przyjeżdżamy co roku i pracujemy, dajemy z siebie wszystko.

Na jeden dzień przerwaliśmy pracę, żeby świętować po raz drugi święto Jana, na Ukrainie było to ważne święto Iwana Kupały. Ten dzień był pełen przeżyć, spotkaliśmy się wtedy z naszymi przyjaciółmi z Kamionki. Rozpoczęliśmy od spotkania z panią Danusią - Polką, emerytowaną nauczycielką klas I-IV. Pani Danusia bardzo, ale to bardzo ucieszyła się na nasz widok, opowiadała nam o swojej młodości w Busku i życiu tu w Kamionce. Następnie zostaliśmy zaproszeni do Domu Kultury na występ taneczny dzieci i młodzieży z zespołu pani Zoriany. Mimo wakacji i świątecznego dnia stawili się wszyscy niemal młodzi tancerze. Dwie nasze wolontariuszki Niki i Ania zostały zaproszone do ubrania się w ludowe stroje Ukrainy, wyglądało to wspaniale. Dzieci tańczyły nie tylko tańce ukraińskie, ale też i polskie, między innymi, poloneza, krakowiaka i oberka, całe taneczne przedstawienie zakończone było tańcem współczesnym, który w wyraźny sposób wyrażał emocje mieszkańców Ukrainy pogrążonej w wojnie, było to bardzo, bardzo wzruszające. Nasz koordynator grupy Pan Bolesław również był zaangażowany w spektakl, pełnił rolę konferansjera. Po przedstawieniu zostaliśmy zaproszeni przez Panią Zorianę do restauracji na wykwintny posiłek. Nie był to koniec atrakcji - wieczorem udaliśmy się do państwa Krawczenków na kolację, a tam pani Swietłana znów przygotowała dla nas "małą ucztę". Aby móc się ruszać następnego dnia, wolontariusze z naszej grupy poszli grać w piłkę z miejscowymi piłkarzami, tradycyjny już 2 mecz Polska-Ukraina, zakończony został tym razem naszą wygraną 5:4, ale to do pierwszej połowy, druga niestety się nie odbyła, bo z powodu zapadającego mroku nie widzieliśmy już piłki. Wróciliśmy do domu, aby następnego dnia wstać z pełnią sił do pracy.

Wydawało nam się, że skoro pracujemy na tym cmentarzu nie po raz pierwszy, to nie znajdziemy już polskich grobów do ocalenia. Ale nawet tutaj myliliśmy się. Z panią Asią wybraliśmy się na spacer po terenie cmentarza, zauważyliśmy gęsty lasek. Bałem się do niego zajrzeć, ale gdy zobaczyłem w oddali jeden zamszony nagrobek, nie mogłem powstrzymać się, by nie sprawdzić czy jest on polski. Podjąłem próbę odszukania pozostałych grobów do ocalenia, i tak, przedzierając się przez swoistą dżunglę, dotarłem do 3 nagrobków w prawie idealnym stanie rodziny Nowackich, w tamtej scenerii wyglądały magicznie. Właśnie w takich chwilach wracają siły i człowiek czuje się jakby był w jakimś innym miejscu, tutaj dotknęliśmy HISTORII. Następnego dnia z większością ekipy udało nam się zrobić do nich dojście - wykarczować krzaki, a następnie pomalowaliśmy napisy na grobach z początku XX wieku, na grobach Polaków, którzy zakończyli długi żywot dziewiętnastowiecznych, zapewne szanowanych obywateli Kamionki Strumiłowej! Pomimo naszej działalności (wyrąbanie ścieżki), magiczna aura tego miejsca pozostała.

W niedzielę nie pracowaliśmy, pojechaliśmy do Lwowa. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od wzgórza pomordowanych profesorów lwowskich. Byliśmy też w najstarszej cerkwi grekokatolickiej a następnie w Katedrze, w której przed cudownym obrazem Matki Boskiej Łaskawej składał śluby król Jan II Kazimierz, a chrzczony był król Polski Stanisław Leszczyński. Następnie był czas wolny, na zakup pamiątek, książek itp. Po przerwie spotkaliśmy się przed Teatrem Wielkim we Lwowie, a dzięki staraniom pani Romy, naszej polskiej przewodnik, udało nam się go zwiedzić. Poznaliśmy wspaniałą historię tego budynku zaprojektowanego przez Zygmunta Gorgolewskiego z główną kurtyną - dziełem malarza Henryka Siemiradzkiego. Następnie udaliśmy się na cmentarz Łyczakowski oraz Orląt Lwowskich, gdzie odśpiewaliśmy patriotyczne pieśni.

W ostatnie dni wykonywaliśmy prace wykończeniowe, malowaliśmy napisy, czyściliśmy nagrobki, ostatnie zaproszenia, odwiedziny. Siostra Teresa zrobiła dla nas pyszną szarlotkę. Nie było widać przez 8 dni wojny, aż nagle wszystko pękło. W miejscowości obok, któraś rodzina chowała 30-letniego syna, który zginął na froncie. W naszym mieście przed pomnikiem Niebiańskiej Sotni odbyła się patriotyczna manifestacja, śpiewy, modlitwy.

W dniu wyjazdu ustawiliśmy zapalone znicze na grobach, a przed samym wyjazdem byłem świadkiem wydarzenia, które na zawsze pozostanie mi w pamięci, obrazowało życie na Ukrainie. Za mną w oknach restauracji wspaniałe śpiewy ludowe z okazji urodzin/imienin, a ulicą przechodził kondukt pogrzebowy. I tak oto mieszały się smutek i radość, podsumowanie codziennego życia. Dziękuję pani Grażynie za tak wspaniałe wakacje, pełne emocji, pracy, edukacji, przyjaźni.

Jakub Karol Pawlicki

Gratuluję postawy całej młodzieżowej ekipie: Agnieszce, Ani, Nicoli, Jakubowi Karolowi, Radkowi, Kubie. I dla mnie był to piękny czas pełen ciekawych doświadczeń wśród życzliwych ludzi.

Joanna Mosior

(aby powiększyć - kliknij w zdjęcie)