Relacje uczestników Akcja 2016

Cmentarze w Komarnie i w Tuligłowach

Dnia 2 lipca 2016 r. sześcioosobowa grupa uczniów i uczennic ze szkół powiatu wołowskiego: 3 os. z Publicznego Gimnazjum nr 1 im. ks. Jana Twardowskiego w Wołowie: Krystian Iszczek, Paweł Leśniewski i Marek Leśniewski oraz 3 os. z Liceum Ogólnokształcącego im. Mikołaja Kopernika w Wołowie: Weronika Kijaczek, Paulina Kucharczyk i Kamil Micewicz pod opieką pani Ewy Niebrzydowskiej oraz p. Wojciecha Orłowskiego, wyruszyła w kierunku Ukrainy.

Nasza grupa miała za zadanie uporządkować i zinwentaryzować cmentarz w Komarnie i w Tuligłowach. Dla wszystkich uczestników z naszej grupy była to pierwsza styczność z narodem ukraińskim, ich kulturą i obyczajami, w związku z czym każdy z nas miał pewne obawy związane z tym wyjazdem. Wcześniej rozmawialiśmy z uczestnikami poprzednich edycji tej akcji, którzy zapewniali nas o pozytywnym odbiorze naszych grup. Pomimo tych obaw młodzież jechała pełna zapału i wiary, że uda nam się zrobić wszystko co zaplanowaliśmy. Choć tak naprawdę, to żaden z nas nie wiedział, co zastaniemy na tych cmentarzach. Praca na nich pozwoliła dzieciom inaczej spojrzeć na naszą historię, na naszych przodków, na Polaków, którzy tam pozostali i na Ukraińców. Zostaliśmy przyjęci bardzo miło, spotkaliśmy wielu życzliwych nam ludzi, którzy zaoferowali nam swoją pomoc. Młodzież, wyjeżdżając do Polski, deklarowała chęć przyjazdu za rok, mówiąc, że praca na tych cmentarzach dała im niezwykłą satysfakcję i poczucie wspólnoty z rodakami, którzy pozostali na Kresach.

O godz. 19:00 przed Urzędem Marszałkowskim we Wrocławiu nastąpiła uroczysta odprawa wszystkich grup, które wyjeżdżały na Ukrainę w ramach akcji "Mogiłę Pradziada Ocal od Zapomnienia". Ok. godz. 20:00 ruszyliśmy w stronę granicy z Ukrainą. Podróż trwała ok. 14 godzin, z czego 4 godziny spędziliśmy na granicy polsko-ukraińskiej. Noclegi mieliśmy zapewnione w miejscowości Lubień Wielki - w tamtejszym sanatorium. Miejscowość ta położona jest ok 15 km od Komarna. Po przyjeździe i zakwaterowaniu całą grupą udaliśmy się na zwiedzanie tej miejscowości. Znajduje się w niej kościół polski pw. Matki Boskiej Częstochowskiej. Niestety nie udało nam się porozmawiać z księdzem, ponieważ był w czasie naszego pobytu na urlopie. Po południu ruszyliśmy na cmentarze. Ponieważ była to niedziela, prace nasze ograniczyliśmy do zrobienia zdjęć oraz rozeznania co do najpilniejszych prac.

Kolejnego dnia rozpoczęliśmy prace na cmentarzu w Tuligłowach. Po wczorajszej wizycie na cmentarzu wiedzieliśmy już z czym nam przyjdzie się zmierzyć, jednak i tak byliśmy przerażeni wyglądem nekropolii. Większość nagrobków nie była widoczna zza traw, krzaków, młodych akacji. Pomniki były pozarastane jeżynami i pokrzywami. Z werwą zabraliśmy się do prac, rozpoczęliśmy wykaszanie traw i chwastów, wycinanie krzaków, wykopywaliśmy korzenie akacji, które rosnąc przewracały nagrobki. Następny dzień upłynął nam również na pracy na tym cmentarzu ale dołączył do nas na dwa dni burmistrz naszego miasta p. Dariusz Chmura z pracownikiem UMiG Wołów oraz starosta wrocławski p. Roman Potocki. Nasi pomocnicy zorganizowali na wsi kosę i widły i zajęli się porządkowaniem cmentarza. Te dwa dni nie wystarczyły na uporządkowanie całego cmentarza, ale wiedzieliśmy, że przed nami jeszcze prace na cmentarzu w Komarnie. Uporządkowaliśmy ok. 50% terenu cmentarza, na oczyszczonych pomnikach zapaliliśmy znicze.

Od środy rozpoczęliśmy prace na cmentarzu w Komarnie. Już w pierwszym dniu spotkaliśmy p. Wandę Smalec, która opowiedziała nam historię tej wsi, opowiedziała o losach Polaków, którzy mieszkali tutaj i zginęli w czasie I i II wojny światowej. Opowiedziała nam także o Polakach, którzy obecnie mieszkają w Komarnie (ok. 30 osób), i o tym jak zabrano im polski kościół ok. 20 lat temu i od tamtej pory Msze Święte odbywają się w kaplicy (mogile księdza Władysława Frydla) na cmentarzu. Wiele z tych historii wywoływało u nas łzy i poruszenie. Podczas tych kilku dni gdy pracowaliśmy na tym cmentarzu odwiedzali nas Polacy mieszkający w Komarnie - w większości są to starsze osoby, których rodziny wyjechały do Polski do pracy lub na studia. Wszyscy oni byli dla nas bardzo życzliwi, gościnni - przynosili nam posiłki, napoje, narzędzia, które były nam potrzebne do prac: widły, wiadra itp.

Prace na cmentarzu w Komarnie trwały aż do poniedziałku 11 lipca. Najwięcej czasu zabrało nam wykoszenie tej ogromnej ilości traw, krzaków, zarośli. Dodatkowo prace utrudniał duży upał, a większość cmentarza znajdowała się na otwartej przestrzeni i nie było gdzie szukać cienia, aby odetchnąć w przerwach od pracy. Jednak dzieciaki nie skarżyły się, tylko wraz ze mną i kierowcą (wspaniały p. Mariusz) pracowali sumiennie i z zapałem. Dziewczęta przez jeden dzień odmalowywały imiona i nazwiska pochowanych tam Polaków oraz robiły zdjęcia, aby zinwentaryzować cmentarz.

W czwartek przypadało święto ukraińskie, wobec czego wykorzystaliśmy ten czas, aby odwiedzić nasze "rodzinne" strony - Podkamień, Brody, Palikrowy i Hutę Pieniacką oraz w drodze powrotnej Olesko. Miejscowości te są nam o tyleż bliskie, ponieważ wielu mieszkańców Wołowa przesiedlonych pochodziło z tych stron: np. moja babcia urodziła się w Palikrowach, a wielu członków rodziny p. Orłowskiego zginęło w Hucie Pieniackiej.

W niedzielę uczestniczyliśmy we Mszy Świętej, która odbyła się na cmentarzu w Komarnie i tam poznaliśmy praktycznie wszystkich Polaków tam mieszkających, albowiem jest to ich jedyne miejsce wspólnych spotkań. W dniu tym zwiedziliśmy Lwów, a w nim Cmentarz Łyczakowski, gdzie pochowanych jest wielu wybitnych Polaków m.in. Maria Konponicka, Gabriela Zapolska, Stefan Banach czy autor katechizmu polskiego dziecka Władysław Bełza. Na tym cmentarzu spoczywają Orlęta Lwowskie, żołnierze walczący o odzyskanie niepodległości przez Polskę. Wielu z nich było w wieku naszych podopiecznych. Była to kolejna "żywa" lekcja historii.

Na zakończenie pobytu zostaliśmy ugoszczeni na uroczystej kolacji przez mera Komarna. Dziękował on nam za pracę i pamięć o Polakach, którzy mieszkają na ziemiach kresowych. Zapewniał nas o chęci współpracy i pomocy grupom biorącym udział w porządkowaniu polskich nekropolii. Wspólnie zapaliliśmy znicze na grobach oraz przekazaliśmy paczki z art. spożywczymi i chemicznymi.

Ten 10-dniowy pobyt na Kresach Wschodnich we wszystkich wywołał wiele refleksji i przemyśleń na temat Polaków i Polski. Największą nagrodą dla nas nie było uporządkowanie cmentarza (choć taki był główny cel akcji), a słowa podziękowania ze strony Polaków, którzy tam mieszkają, za to, że pamiętamy o nich, nie zapominamy, że oni tu trwają. Podziękowania za to, że dbamy o naszych przodków pochowanych na polskich cmentarzach.

Ewa Niebrzydowska - nauczyciel

(aby powiększyć - kliknij w zdjęcie)