Relacje uczestników Akcja 2016

Lisowce 2016

Kolejna, VII edycja akcji Mogiłę Pradziada Ocal od Zapomnienia 2016 już za nami. Drugiego lipca pełni sił i zapału byliśmy gotowi do wyjazdu. W tym roku grupa składała się z wolontariuszy z różnych szkół i z różnych miejscowości. Z Bogatyni wyruszyło osiem osób, opiekunem grupy była Leokadia Kołodyńska-Zysk. Kaja Mruk, Zuzanna Bilińska i Weronika Szylińska - to uczennice klasy trzeciej Publicznego Gimnazjum nr 2 w Bogatyni, Michał Małkiewicz - Liceum Ogólnokształcące w Bogatyni, Oskar Adamski - Akademickie Liceum Ogólnokształcące Politechniki Wroclawskiej, Paweł Gorczyca - Liceum Ogólnokształcące w Zgorzelcu i Szymon Kisielewski - uczeń Zespołu Szkół Zawodowych w Bogatyni. Po drodze dosiadali do nas kolejni uczestnicy: Witold Zagrodny z Lubiatowa i Jacek Sadlik z Legnicy. Panowie zaopatrzeni byli w ciężki sprzęt do pracy na cmentarzu. We Wrocławiu z wielką niecierpliwością czekał na nas Ryszard Mulek. Jego rodzina pochodzi z miejscowości, do której jechaliśmy.

We Wrocławiu odprawa grup pod Urzędem Marszałkowskim, gdzie żegnało nas wiele znakomitości, między innymi Minister Edukacji Narodowej Anna Zalewska oraz Marszałek Województwa Dolnośląskiego Cezary Przybylski. Deszczem żegnała nas również Ojczyzna, do samej granicy polsko-ukraińskiej przez cały czas padało. Granicę przekroczyliśmy w Medyce, gdzie tradycyjnie, pomimo przepuszczenia konwoju poza kolejką, spędziliśmy cztery godziny. Po przekroczeniu granicy dość szybko znaleźliśmy się we Lwowie, a stamtąd kilka godzin jazdy do końca naszej podróży - do Lisowiec.

Początek był bardzo trudny. Problemy z wodą w wynajętym domu zmusiły nas do poszukiwania nowego lokum. Udało nam się zakwaterować w motelu w Tłustym. Niestety, z powodu poszukiwania innego miejsca do spania, nie udało nam się w tym dniu obejrzeć naszego miejsca pracy.

Kiedy w poniedziałek z rana weszliśmy na cmentarz w Lisowcach wszyscy byliśmy przerażeni. Przez rok czasu naszej nieobecności chwasty i młode drzewa zasłaniały wszystkie nagrobki, poza naszą perełką - nagrobkiem płaczącej kobiety z kielichem u stóp. Ten pomnik góruje ponad innymi i widoczny był już z drogi. To on przywitał nas wyłaniając się zza domów, dumnie zastygły, jakby oczekiwał naszego przybycia. Nie było jednak czasu na załamywanie rąk. Od pierwszego dnia wzięliśmy się ostro do pracy. Kosiarka w rękach Witka Zagrodnego czyniła cuda i po kolei odsłaniała kolejne pomniki. Chłopcy porządkowali ścięte chwasty, a dziewczęta plewiły wkoło pomników. Jacek Sadlik i Ryszard Mulek z kolei zabrali się za wycinkę kolejnych drzew rosnących na mogiłach. Praca była bardzo ciężka, ale widok kolejnych uporządkowanych mogił dodawał nam siły i otuchy do dalszej pracy.

W pierwszym dniu po skończonej pracy zostaliśmy zaproszeni na obiad do Iwana Jurkiewicza, którego znaliśmy już z poprzedniego roku bytności. Równie serdecznie przywitała nas pani sołtys Maria Mogilnicka. Mieszkańcy Lisowiec witali nas, jak starych, dobrych znajomych, co było bardzo miłe. Nasza dobra znajoma Marija, mieszkająca przy cmentarzu, jak zawsze wspomagała nas od pierwszych chwil pracy.

W kolejnym dniu zorganizowaliśmy na cmentarzu małą uroczystość, podczas której wręczyliśmy dyplomy - podziękowania dla Michała Strutyńskiego oraz Iwana Jurkiewicza za zaangażowanie w ratowanie śladów polskiej historii na terenie Ukrainy i za postawę, która może być maleńkim ogniwem w pojednaniu pomiędzy narodem polskim i ukraińskim. Pan Michał jest dla nas bohaterem za odkrycie na budynku, gdzie prowadzi sklep, symboli polskości. Pomimo początkowych protestów miejscowej ludności nie zniszczył i nie zamurował Godła Polskiego oraz napisu "Dom Polski w Lisowcach". Dzisiaj dla wszystkich jest to pomnik pamięci o Polakach mieszkających tam w przeszłości.

Pracowaliśmy ciężko, ale wiedzieliśmy, że po pracy czeka nas pyszny obiad w ukraińskim domu Haliny i Piotra. Tym bardziej było nam miło, gdyż jest to rodzina naszego redaktora Ryszarda Mulka. Po raz pierwszy spotkał się z nimi podczas prac w poprzedniej edycji akcji. Pogoda dopisywała, zapał również przez kolejne trzy dni. W czwartek siódmego lipca z racji święta należało zawiesić prace. Skorzystaliśmy z tej okazji i postanowiliśmy zwiedzić Kamieniec Podolski i Chocim. Zwiedzając te miasta oddaliśmy cześć bohaterom Sienkiewicza. Witek Zagrodny specjalnie na tą okazję przygotował przewodni utwór z filmu o panu Wołodyjowskim. W drodze powrotnej zwiedziliśmy również Okopy Świętej Trójcy, a na koniec wycieczki wspięliśmy się na wzgórze i podziwialiśmy Dniestr wijący się wśród pięknej roślinności. Zwiedziliśmy również Buczacz - miasto zwane miastem hańby. Oczywiście obowiązkowo odpoczęliśmy pod Złotą Lipą.

Kolejne dni to powrót na cmentarz w Lisowcach. Zazwyczaj około ósmej byliśmy już na miejscu i pracowaliśmy do godziny 15:00-15:30. W drodze na obiad zatrzymywaliśmy się w sklepie Michała Strutyńskiego. Ławeczka w sklepie to dobre miejsce na zawieranie kolejnych znajomości z mieszkańcami wioski. Większość z nich zna Polskę z wyjazdów do pracy. Jeśli ktoś nie był osobiście, to na pewno ma kogoś w rodzinie, kto do Polski jeździ. Ławeczka to magiczne miejsce. Nikt, kto wchodził lub wychodził ze sklepu, nie mijał nas obojętnie. Niestety, mieszkańcy pytani o historię wioski niewiele mogli nam o niej opowiedzieć. Nikt nie pamięta i nie zna nazwisk właścicieli majątków, choć opowiadają, że były dwa. Większość Polaków mieszkających tam miała domostwa w miejscu, gdzie dzisiaj są już tylko pola. To prawobrzeżna część Seretu. Aktualnie wioska znajduje się w większości na lewym brzegu rzeki.

Obawialiśmy się, że nie zdążymy, więc w pocie czoła posuwaliśmy się do przodu. Udało się odkryć kolejne pomniki, jednak w większości miały zniszczone napisy. Dzięki pomocy Mariji udało się odczytać nazwisko księdza Strutyńskiego, niestety bez dat i imienia. Za duży sukces można uznać fakt, że udało się w całości odczytać napis na pomniku Tytusa Smochowskiego, co nie powiodło się w poprzednim roku:

"Synu! Rodzice, co Twem szczęściem żyli
swoje dni w marzeniach przyszłości,
tę ci pamiątkę poświęcili
oblaną łzami żalu i miłości.
Co dzień krążą nad drogim Twym cieniem
modłami, sercem i tęsknem westchnieniem".
Tytusowi Smochowskiemu
1860 r.

Na cmentarzu odwiedzali nas mieszkańcy Lisowiec. Pani sołtys obdzielała nas cukierkami i lodami. Marija wtajemniczała w opowieści o naszym najpiękniejszym obelisku. Kobieta uwieczniona na nim, to matka płacząca za swoją jedyną córką Zuzanną. Jesteśmy bardzo zainteresowani historią Polaków mieszkających tam przed wojną, a szczególnie nazwiskiem "płaczki", dlatego też postanowiliśmy pytać i szukać. Dzięki temu poznaliśmy nieco historii tej wsi. Pierwsze wzmianki o osadzie pochodzą z roku 1418. Dzisiaj już wiemy, że około roku 1800 rodzina Orłowskich Cygemberg herbu Cholewa z Pomorza, gdzie byli właścicielami wielu zamków i piastowali wysokie urzędy, przeniosła się na Podole. Dziedzicem Lisowiec został Wincenty Cygemberg Orłowski. To jeszcze za jego czasów w roku 1895 pożar strawił część wsi. Wincenty zmarł w 1899 r. W roku 1902 Lisowce należały do Jadwigi Orłowskiej. Kolejna klęska dosięgła wioskę w czerwcu i lipcu 1913 r., kiedy to plony uległy zniszczeniu przez potężne gradobicie. Jadwiga zmarła w 1919 r. we Lwowie. Wielką postacią wywodzącą się z Lisowiec był Kalikst Orłowski. Był on wielkim patriotą i filaretą działającym we Lwowie. Za swoją działalność osadzony w więzieniu i skazany na karę śmierci, którą mu później darowano. Pozbawiony praw szlacheckich, kiedy w roku 1844 wrócił do Lisowiec zbudował tam kościół i ochronkę, którą przekazał Siostrom Miłosierdzia. Ponownie powrócił do Lwowa, gdzie cały czas działał na rzecz ubogich chłopców. Duży wpływ na jego działalność miał jego dziad pułkownik Józef Orłowski, który z kolei zasłynął z dzielnej obrony Kamieńca Podolskiego w kampanii 1792 r. Czy pomnik płaczącej kobiety to pozostałość po rodzinie Orłowskich? Tym bardziej, że ciało Kaliskta, zmarłego 16 maja 1881 r. we Lwowie, zostało przewiezione i złożone w rodzinnym grobowcu w Lisowcach. Wierzymy, że z czasem uda nam się poznać tajemnice pochowanych tam osób. Jeżeli ktokolwiek chciałby i mógłby nam pomóc, to prosimy o kontakt.

Żal było opuszczać Lisowce i wracać do domu. Za krótko, za mało, za szybko... Z niecierpliwością czekamy na kolejny wyjazd i kolejne odkryte mogiły. Pozdrawiamy wszystkich mieszkańców Lisowiec i zachęcamy do kontaktu z nami.

Leokadia Kołodyńska-Zysk

Informacje na temat historii rodu Orłowskich Cygemberg zaczerpnięto z: Ludwik Dębicki "Portrety i sylwetki z dziewiętnastego stulecia" oraz Kalikst Cygemberg Orłowski "Wspomnienie pośmiertne".

(aby powiększyć - kliknij w zdjęcie)