Relacje uczestników Akcja 2013

I znów w Bohorodyczynie

"Kto by pomyślał, kto by sie spodziewał,
że gdzieś za światem w bodziakach czehryńskich,
że gdzieś na kresach niegdyś ukraińskich,
Taki świat dzielny i uroczy bywał"

Bohorodyczyn - niewielka miejscowość w dawnym powiecie tłumackim, ok. 30 km od Kołomyi. Przed wojną była to zamożna wieś tętniąca życiem zamieszkała w ogromnej części przez Polaków, ale także i Ukraińców oraz nielicznych Żydów. Po wydarzeniach wojennych: przebiegającego tu frontu, zniszczeniach, ewakuacjach ludności, dwóch napadach banderowskich, a w końcu przymusowego przesiedlenia Polaków, wieś opustoszała, jakby zapomniana przez wszystkich zastygła, w jakimś oczekiwaniu na zmianę, na lepsze czasy. To właśnie tutaj od wielu lat mieszkańcy Krośnic, Wierzchowic i okolicznych wsi powracają myślami, pamięcią, a także coraz częściej przyjeżdżają sami, by dotknąć ziemi ich przodków, nasycić się widokiem pagórków, pozostałych jeszcze starych zabudowań, by zabrać do Polski przysłowiową garść ziemi.


W tym roku do Bohorodyczyna udała się 13-osobowa grupa wolontariuszy z gminy Krośnice, by w ramach akcji "Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia" ratować pamięć o przodkach na miejscowym, przedwojennym cmentarzu. Wśród jadących były uczennice ZSiP w Krośnicach, gimnazjalistka z Bukowic, kresowiacy i towarzyszący nam kierowcy. Po raz pierwszy, doceniając zaangażowanie młodszych dzieci w różnorodne akcje na rzecz Kresów, wśród jadących na Wschód były też dwie dziesięciolatki.

Pożegnani przez wójta gminy, rodziców i radnych, z błogosławieństwem księdza, udaliśmy się do Wrocławia, a dalej do miejsca przeznaczenia - do Bohorodyczyna. Na miejsce dotarliśmy w czwartek po południu i zostaliśmy gościnnie przyjęci przez oczekujących na nas mieszkańców. Krótka modlitwa pod polskim krzyżem i już czuliśmy się, jak u siebie w domu.

Cmentarz, znajdujący się poza wsią, przy niegdyś powiatowej drodze do Tłumacza, był już częściowo przygotowany na nasze przybycie, w większości wykoszony i częściowo skropiony środkami chwastobójczymi. Najmłodsze dziewczynki i najstarsze kresowiaczki zajęły się pieczołowicie oczyszczaniem z chwastów i innych zanieczyszczeń Mogiłę Pomordowanych z 1944 r., a inni zgodnie z przydziałem prac, czyścili grobowce i pomniki, grabili drobne, wycięte krzaki i chwasty, malowali drewniane krzyże, betonowe pomniki.

W pierwszych dniach pobytu na cmentarzu z pomocą przyszli nam niektórzy mieszkańcy wsi, którzy pomagali nam w grabieniu wykoszonych chwastów w najtrudniejszej części cmentarza. W pracy bardzo pomocni okazali się również nasi kierowcy, którzy dokładnie wykaszali wybujałe chwasty i odrosty po krzakach, oczyszczali cmentarz ze starych pni oraz skrapiali teren randapem. Wszyscy pracowali na miarę swoich sił i możliwości. Codziennie ustalaliśmy zakres prac, tak by w dniu odjazdu z satysfakcją popatrzeć na efekty naszej pracy.

Szczególne zainteresowanie wzbudziły odkopane przy jednym z grobowców "pozostałości" działań wojennych. Podczas wojny przez wieś przechodził front rosyjsko-niemiecki. Ślady dawnych okopów oraz stanowisk walczących żołnierzy do dziś można zauważyć na cmentarzu.

Zgodnie z planem udaliśmy się też na kilka godzin do Kołomyi, by tam popracować na pięknym polskim cmentarzu, spotkać się z przedstawicielami Towarzystwa Polskiego, a także z pracującą w ramach akcji grupą z Wrocławia. Przy okazji wizyty w Kołomyi zwiedziliśmy Muzeum Pisanki oraz miejskie targowisko.


Popołudnia spędzaliśmy na spotkaniach z mieszkańcami wsi, zwiedzaniu okolicy, a także na zabawach z rówieśnikami. Mile wspominamy wizytę zaprzyjaźnionego z nami księdza grecko-katolickiego, ognisko z mieszkańcami, na którym mogliśmy zaprezentować polskie piosenki kresowe, biesiadne, a także ukraińskie. Nie obyło się również bez spotkania z wójtem gminy Żukocin, który z życzliwością rozmawiał o pobycie naszej grupy na terenie gminy i pracach czynionych na cmentarzu w Bohorodyczynie. W niedzielne popołudnie, po mszy świętej udaliśmy się do Jaremczy, by tam odpocząć przy górskich krajobrazach i wodospadach.

W przeddzień wyjazdu pozytywnie oceniliśmy efekty swojej pracy na cmentarzu i w strugach padającego deszczu zapaliliśmy przywiezione z Polski znicze. W drodze powrotnej do Polski zwiedziliśmy rezydencje w Podhorcach oraz zachwyciliśmy się miejscem urodzin Jana III Sobieskiego w Olesku. Wróciliśmy zadowoleni i pełni wrażeń.

Renata Hajduk
nauczycielka ZSiP w Krośnicach
opiekun dzieci i młodzieży

Relacje uczestników wyjazdu:

Patrycja Bator, lat 16
Wyjazd bardzo mi się podobał, mam nadzieję, że w przyszłym roku, także będę mogła ponownie przyłączyć się do akcji sprzątania cmentarzy. Podczas tych dziewięciu dni poznałam wspaniałych ludzi oraz historię osób pochodzących z dawnych polskich ziem. Cieszę się, że miałam okazję przyłączyć się do tej akcji. Po powrocie zaczęłam odczuwać wielką satysfakcję z tego, że moja praca przyczyniła się do ratowania polskich pomników na terenie Ukrainy.

Ala Fendorf, lat 10
Bardzo chętnie wzięłam udział w wyjeździe na Ukrainę. Była to dla mnie wspaniała przygoda. Z tamtych stron pochodzą moi pradziadkowie. Ludzie byli dla nas bardzo gościnni i życzliwi. Poznaliśmy ich kulturę i potrawy, które są często podobne do naszych. Na cmentarzu w Bohorodyczynie porządkowaliśmy groby, ale również zwiedzaliśmy zamki w Podhorcach i Olesku. Podczas pobytu spotkaliśmy młodzież, która tez przyjechała porządkować groby w innych miastach. Jeśli będzie możliwość na pewno będę tam jeździć. Jestem dumna,że mogę brać udział w takich akcjach.

Agnieszka Gerc, lat 10
Bardzo mile wspominam wyjazd na Kresy. Pierwszego i drugiego dnia najwięcej pracowałyśmy, ponieważ cmentarz w Bohorodyczynie ma prawie 2 hektary. Pojechaliśmy również do Kołomyi pomagać grupie z Wrocławia sprzątać tam polski cmentarz, który miał kiedyś 8 hektarów i chciano go zaorać. Oprócz pracy były też różne atrakcje. Jednym z radośniejszych wspomnień było skakanie i zakopywanie się z koleżankami w sianie. Również dobrze wspominam dzień, kiedy gospodyni, u której mieszkałyśmy zaprowadziła nas na pastwisko. Było zimno i mokro. Moja koleżanka Ala była w krótkich spodenkach i nie miała skarpet, za to szła w kapciach p. Marii i mówiła. że ma ocean w butach. Chętnie pojadę tam jeszcze raz.

(aby powiększyć - kliknij w zdjęcie)
Zobacz też: