Relacje uczestników Akcja 2013

Między Ukrainą a Mołdawią - powrót do Jampola

Kresy Kresów

W tym roku po raz kolejny nasza grupa wolontariuszy miała szczęście wziąć udział w akcji "Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia". Tym razem jednak została ona podzielona na dwa mniejsze "oddziały", z których jeden udał się do Jampola, a drugi - do Mohylowa Podolskiego. Podobnie jak w zeszłym roku, tak i teraz nasza podgrupa trafiła do Jampola, miasta leżącego na granicy dwóch państw. Było tak również dawniej - za czasów Pierwszej Rzeczpospolitej pełnił on rolę stanicy, oddzielonej od hospodarstwa mołdawskiego malowniczo wijącym się Dniestrem. Już wówczas Jampol stanowił "Kresy Kresów", będąc nieraz areną zażartych walk (o mieście tym wspomina zresztą Sienkiewicz w "Panu Wołodyjowskim"). Wystarczy wspomnieć, iż w pobliżu przebiegał szlak kuczmański (zwany również "podolskim"), jedna ze stałych tras najazdów tatarskich na ziemie Rzeczpospolitej. Sam Jampol położony jest wyjątkowo malowniczo: leży w zielonej dolinie Dniestru, otoczonej złotymi podolskimi polami, dochodząc ostatnimi budynkami do rzeki, za którą znajduje się sąsiednie, mołdawskie miasteczko: Kosauce (Kosowce).

Koleje losów Jampola nie należały do łatwych. Założony przez Jana Zamoyskiego w 2. poł. XVI wieku, w trakcie następnego stulecia stał się miejscem krwawych walk pomiędzy wojskami kozackimi a armią koronną, podczas których przechodził z rąk do rąk. Po pokoju buczackim w 1672 r. przeszedł (wraz z resztą Podola) we władanie Imperium Osmańskiego, by powrócić do Rzeczpospolitej w 1699 r. Na skutek II rozbioru Jampol wszedł w skład Rosji. Warto dodać, iż we wrześniu 1920 roku pod Jampolem toczyły się walki pomiędzy 11 Pułkiem Ułanów Legionowych a oddziałami Armii Konnej Budionnego, zakończone zwycięstwem polskich żołnierzy. Niestety, po zakończeniu wojny naddniestrzańskie miasteczko przeszło we władanie radzieckie, pod którym pozostało (z przerwą w latach 1941-44) aż do 1991 roku, kiedy to weszło w skład niepodległej Ukrainy. Obecnie liczy on ponad 11 tysięcy mieszkańców.


Budynki w tle to właśnie Jampol, widziany z mołdawskiego brzegu

Pod podolskim słońcem

Po długiej podróży busem (trwającej niemal dobę) dotarliśmy do Jampola 4 VII. Już nazajutrz postanowiliśmy wybrać się na cmentarz, by zobaczyć, czy zeszłoroczna praca dała owoce. Gdy przybyliśmy na miejsce, stanęliśmy osłupiali - niemal nie poznaliśmy znajomej nekropolii! Okazało się, iż miejscowy przedsiębiorca, pan Włodzimierz, oraz jego pracownicy wykonali olbrzymią pracę - wycięli niemal cały las, który porastał większą część cmentarza (rok temu jeszcze nieodkrytą)! Byliśmy pod ogromnym wrażeniem tego pięknego gestu, dzięki któremu dziesiątki polskich mogił mogły znów ujrzeć światło dzienne.


Nie oznacza to jednak, że naszej grupie pozostało tylko chodzenie po cmentarzu i fotografowanie miejsc pochówku. Wręcz przeciwnie - trzeba było zakasać rękawy, ponieważ odkrycie nowych grobów przyniosło ze sobą kolejne wyzwania: zrobienie dokumentacji, podnoszenie zwalonych pomników, wycinanie bluszczy i krzaków, odnawianie napisów na nagrobkach czy koszenie roślin na zarośniętych wciąż mogiłach czy pozbycie się gniazda os, które zadomowiły się obok jednego z grobowców. Nie zważając na upał, ochoczo wzięliśmy się do pracy. W ruch poszły kosy ręczne, spalinowe oraz sekatory. Wbrew pozorom musieliśmy pracować z rzemieślniczą precyzją i w pełnym skupieniu, ponieważ jampolski cmentarz pełen jest głębokich dziur, które - ukryte pod gąszczem roślin - stwarzają poważne zagrożenie. Trzeba było uważać również na same nagrobki, gdyż większość z nich jest wykonana z piaskowca, kamienia stosunkowo kruchego i łamliwego. Jedynie większe grobowce, będące miejscem pochówku całej rodziny, lub pomniki zamożnych mieszkańców Jampola zostały wykute w twardszym i wytrzymalszym materiale, takim jak granit czy marmur.


Nasza grupa


Przy pracy

Warto wspomnieć również pokrótce o historii nekropolii, której sekrety odkrywaliśmy po raz kolejny. Cmentarz ów powstał na początku XIX wieku (najstarszy znaleziony grób datowany jest na 1802 r.). Znajdują się na nim groby polskie, ukraińskie, jak i osób z rodzin mieszanych (o czym świadczą m. in. typowo polskie nazwiska pisane cyrylicą oraz poszczególne litery w cyrylicy na nagrobkach z napisami łacińskimi). Grzebani na nim byli mieszkańcy Jampola, przy czym najwięcej pochówków z inskrypcjami łacińskimi przypada na 2. poł. XIX w. oraz I 30-lecie XX w., a apogeum tych z napisami w cyrylicy - na XX stulecie. Do znaczniejszych osób pochowanych na cmentarzu należą m. in. proboszcz jampolskiej parafii, muzyk Konstanty Sarnecki, Polacy - oficerowie w wojsku carskim oraz szlachta (np. Witkowscy czy Miłobęccy).


Jeden z wielu krzyży z odnowionym przez nas napisem


Pomniki wielkie i małe

Prawdziwym unikatem na skalę krajową jest jednak pomnik Konstantego Korwina Sarneckiego, polskiego wiolonczelisty i mecenasa sztuki w dobie Młodej Polski. Po nagłej chorobie i szybkim zgonie, został on pochowany właśnie w Jampolu. Jego grób jest jednak unikatowy - został on wykonany w Warszawie przez zakład Jana Rudnickiego z pięknego, czarnego granitu. Kolumny oraz boki pomnika oczarowują pięknymi zdobieniami (czy też szlifowaniami), które przedstawiają kwiaty, liście bluszczu oraz krajobraz stepu, targany wiatrem. Niestety, niektóre kolumny leżą przewrócone, a w niektórych z nich brakuje potężnych łańcuchów, niegdyś łączących je ze sobą: jeżeli nie zostaną podjęte żadne działania, grobowiec może już nie odzyskać swej dawnej świetności. Pozostaje mieć nadzieję, iż polskie władze pomogą uratować ten piękny zabytek, finansując jego remont i rewitalizację.


Główna część grobowca Sarneckiego

Nie można zapominać również o wielu innych nagrobkach, może mniej okazałych, ale z pewnością nie mniej interesujących. Do stosunkowo często spotykanych, a charakterystycznych dla podolskich cmentarzy należą bez wątpienia "kamienne pnie", wykonane z twardego kamienia. Rzucającym się w oczy typem pomników są także tzw. "kozackie krzyże", na których można zauważyć inskrypcje pisane zarówno cyrylicą, jak i alfabetem łacińskim. Wykonane są na ogół z piaskowca. Do najpopularniejszych, a zarazem najtańszych należą jednak dwa typy grobów: płaskie płyty nagrobne z wyrytymi napisami oraz niewielkie płyty ze stojącymi krzyżami - oba wykonane najczęściej z piaskowca, który jest najpowszechniejszym w okolicy materiałem. Na krzyżach najpowszechniejszymi motywami są: czaszka z piszczelami (symbolizująca przemijanie lub śmierć w wyniku zarazy; prawdopodobnie interpretacja pierwsza jest poprawna), kwiaty lub słońca (zapewne nie symbol, lecz ozdobnik), oko (prawdopodobnie "oko Boga", znane z Biblii), a także zagadkowy półksiężyc (być może herb drobnej szlachty? Nad jego znaczeniem zastanawialiśmy się już rok temu - Czytelnik może poznać nasze domysły w sprawozdaniach z akcji w 2012 r.).


Kresowa gościnność

Odnawianie cmentarza jest naszym głównym celem i dążeniem, jednak nie można zapominać o wszystkich wspaniałych ludziach, którzy pomagali nam w wielu momentach naszego pobytu w Jampolu. Była już mowa o panu Włodzimierzu - gdyby nie jego praca włożona w wycięcie lasu pokrywającego mogiły, bylibyśmy skazani na żmudne i mordercze karczowanie zamiast bezpośredniej pracy przy grobach. Mieliśmy okazję poznać go osobiście - pan Włodek wraz z rodziną okazał się być bardzo serdecznym i przyjaznym człowiekiem o wielkim poczuciu humoru.

Tak jak w poprzednich latach, bardzo życzliwi okazali się pan Władek, kościelny w jampolskiej parafii rzymskokatolickiej, pani Maria, jego żona, oraz ich syn, pan Roman, wraz z żoną. Zawsze mogliśmy liczyć na ich pomoc, natomiast gościnność i serdeczność całej rodziny jest czymś niezwykłym, czego można doświadczyć właśnie tam, za Bugiem.

Równie ciepłego i życzliwego przyjęcia doświadczyliśmy ze strony Natalii i jej siostry Nadii. Są to osoby o złotym sercu, a Natalia prowadzi rodzinny dom dziecka, przygarniając wiele dzieci i obdarowując je miłością. Bez wątpienia można ją nazwać "dobrym duchem Jampola". Ich przyjaźń i życzliwość jest czymś, co najbardziej szanujemy i staramy się pielęgnować.

Byłoby grzechem nie wspomnieć także o księdzu Chałupniaku, który przyjął nas życzliwie i z pięknym uśmiechem. Jego pomoc nieraz była dla nas czymś niezwykłym, co jednak budziło nasze ciepłe uczucia wdzięczności.

Bardzo pozytywnym i miłym akcentem okazała się postawa władz Jampola, które poprosiły nas do ratusza. Tam podjęto nas bardzo ciepło i życzliwie. Obecny był również dziennikarz lokalnej gazety. Władze miasta oprócz oficjalnych podziękowań oraz późniejszej sympatycznej rozmowy wręczyły nam również komplety upominków - na każdy z nich składał się: kamionkowy kufel, pojemniki na sól i cukier oraz imienny dyplom z podziękowaniem za pracę wolontariacką na cmentarzu. Było to dla nas bardzo przyjemną niespodzianką, która nastroiła nas pozytywnie i osłodziła nam konieczność powrotu.


Dyplomy od władz Jampola. Pośrodku - Natalia.

Czas powrotu

Nasza tegoroczna praca na jampolskim cmentarzu dobiegła jednak końca i nadszedł dzień powrotu. Z żalem musieliśmy pożegnać się ze wszystkimi znajomymi, a także ze złotymi polami Podola i wijącym się jak szmaragdowy wąż Dniestrem. Pozostały jednak piękne wspomnienia i nadzieja, że za rok uda nam się powrócić w to urocze miejsce. Na zakończenie pozostaje pokazać zdjęcie z Mołdawii, do której wybraliśmy się w dzień wolny od pracy. Nawet dziś szerokie pola słonecznika oraz wzgórza skąpane w słońcu obrazują, jak piękne widoki były (i są!) na "Kresach Kresów"...


Mołdawia: pola słonecznika ciągną się aż po horyzont...

Grzegorz Dejneka
Zobacz też: