Relacje uczestników Akcja 2012

Jestem potomkiem Kresowiaków czyli Jędrek w Kamionce


1. Skąd pomysł na taką formę spędzania wakacji?

Mój tato jest instruktorem PCK w Ziębicach; z darami i pomocą charytatywną często jeździł na Kresy. Zawsze dużo opowiadał o ludziach tam mieszkających, pokazywał mi i siostrze Hani zdjęcia z Podola i Wołynia. Widziałem na zdjęciach piękne zabytki, przyrodę i zwykłych, często bardzo starych ludzi. Czasami też z babcią oglądałem program pani Grażyny Orłowskiej-Sondej - Studio Wschód w TVP Wrocław. Ze wzruszeniem słuchałem słów staruszek, które dziękowały za odwiedziny i pamięć o tych ziemiach. Kiedy moja mama, która jest nauczycielem, powiedziała, że dolnośląskie szkoły uczestniczą w akcji "Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia", pomysł przyszedł sam.

2. Jesteś bardzo młody. Zainteresowania kresami nie są teraz "w modzie"... Dlaczego się tym zajmujesz?

Moi rodzice - więc i ja - mają kresowe korzenie. Dziadek Jan Sołowij urodził się niedaleko Lwowa (w Buczałach koło Komarna). Rodzina dziadka Michała Woyciechowskiego pochodzi z Sopowa a rodzina babci Ali z Drohobycza i ze Stanisławowa. Tak więc jestem potomkiem Kresowiaków. Na co dzień się nad tym nie zastanawiałem. Ale w domu często wspomina się Kresy. Dwa lata temu zgłosiłem się do konkursu "Kronika Rodzinna". Zbierając materiały do pracy, zacząłem przeglądać stare fotografie, dokumenty, świadectwa szkolne dziadków... Zacząłem też odtwarzać drzewo rodowe mojej rodziny. Stwierdziłem też, że jest to bardzo ciekawe.

3. Cała twoja rodzina jest w to zaangażowana?

W ubiegłym roku na Ukrainę wyruszyła w ramach akcji "Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia" cała moja rodzina: mama, tato, siostra Hania i ja. Mama w ziębickim liceum zbierała fundusze na wyjazd, razem z nami pojechała też mamy uczennica Basia. Tato również zebrał wiele darów przez PCK Ziębice: pomoce naukowe, słodycze, odzież i oczywiście znicze. Tak samo było i w tym roku. Zebrane dary trafiły do zakładanej przez siostry zakonne w Kamionce Strumiłowej polskiej szkoły.

4. Który raz byłeś na Ukrainie?

Na Ukrainie byłem już dwa razy - zawsze w ramach akcji "Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia". Na tych jeszcze wakacjach rodzice planują ponowny wyjazd - tym razem turystyczny.

5. Co ci się najbardziej tam podoba?


Trudne pytanie. Myślę, że najbardziej cieszyło mnie to, że pracowaliśmy na starym cmentarzu wszyscy razem. Nie tylko razem z całą rodziną, ale razem z grupą bardzo fajnych młodych ludzi - moich rówieśników. Nasza ziębicka grupa pracowała razem z młodzieżą z Wrocławia - Kuźniki. Atmosfera była super (mimo zmęczenia). Łączyła nas idea akcji, chęć zrobienia czegoś dobrego i satysfakcja, gdy z darni i ziemi odkopywaliśmy kolejny pomnik z czytelnym napisem. Bardzo podobało mi się również, że razem z księdzem z parafii p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Kamionce Strumiłowej, uczestniczyliśmy w nabożeństwach w cerkwi grecko-katolickiej w Kamionce i Rudzie Sileckiej. Cerkwie mają inny wystrój; są pełne złota, wyszywanych dekoracji i ikon. Ludzie modłą się pięknie śpiewając; ale Bóg jest ten sam. Mieszkaliśmy w domu sióstr zakonnych Serafitek z Kamionki Strumiłowej. Siostry bardzo o nas dbały, mimo, że cały dzień krzątały się przy pracy, zawsze były uśmiechnięte; a gotowały pysznie.


6. Sprzątanie cmentarza to chyba ciężka praca, jak wyglądał wasz dzień?

Rano jedliśmy wspólne śniadanie przygotowane przez siostry. Potem cała 13-osobowa grupa wyruszała na cmentarz gdzie znajduje się wiele przedwojennych grobów Polaków mieszkających w Kamionce Strumiłowej. Pracy było wiele (choć już wiele w ubiegłym roku zrobiliśmy). Każdy pracował na pełnych obrotach, a i tak wydawało się, że to za mało. Dziewczyny czyściły pomniki i odnawiały złotą farbką napisy na grobach. Chłopcy wyposażeni w szpadle i łomy, wydobywali z ziemi i spod plątaniny korzeni stare pomniki. Dorośli kosili i karczowali chwasty i chaszcze. Pracowaliśmy tak przez ponad pięć godzin. Po powrocie do klasztoru sióstr Serafitek, - około godziny 16-tej czekał na nas pyszny obiad. Po obiedzie mięliśmy czas wolny, który spędzaliśmy razem. Mięliśmy czas na grę w piłkę, ogniska, zwiedzanie okolicy, pobyt w salce katechetycznej wyposażonej w komputery. Była zorganizowana nawet jednodniowa wycieczka do Lwowa. Po wspólnej kolacji wypoczywaliśmy i regenerowaliśmy siły na następny dzień.


7. Jak reagowali na was miejscowi ludzie?

Z każdym dniem coraz więcej osób interesowało się naszą pracą. Niektórzy pracowali razem z nami. Byli to głównie parafianie z pobliskiego kościoła rzymsko-katolickiego. Po rozmowie z nimi wnioskowaliśmy, że większość z nich ma polskie korzenie. Czasami przynosili nam jagody, kozie mleko, czy drożdżowe ciasto. Nie spotkałem się z wrogością lub niechęcią. Może tego nie czułem, bo przebywałem na Kresach wraz z rodziną i czułem się bezpiecznie.

8. Poznałeś ukraińskich rówieśników?

Już w tamtym roku pracowali z nami mali chłopcy: Anton, Wasyl i Patryk. W tym roku już na nas czekali. Często na cmentarzu rano byli przed nami. Przychodziły do sióstr też dziewczyny: Krysia i Zosia - one również pracowały z nami. W tym roku do naszej paczki dołączyli inni: Stefan i Marysia. Pracowaliśmy razem i spędzaliśmy razem czas wolny. Dziewczyny uczyły nas języka ukraińskiego a my ich polskiego. Nawiązały się nowe przyjaźnie a nawet sympatie - teraz kontaktujemy się przez Internet.

9. Czy zamierzasz kiedyś jeszcze jechać?

Z pewnością pojadę na Kresy. Może trochę dalej od granicy, jest przecież wiele miejsc i nekropolii, które czekają na naszą pomoc.

Zobacz też: