Relacje uczestników Akcja 2014

Sprawozdanie z działalności Letniej Szkoły Języka Polskiego
w Kamionce Buskiej w lipcu 2014

Z utęsknieniem...

W pierwszych dniach lipca w Kamionce Buskiej ruszyła Letnia Szkoła Języka Polskiego. To już kolejny, drugi rok zajęć. Z utęsknieniem oczekiwałam na moment, w którym zajmę - jak zawsze wąskie, ale bardzo ważne w moim życiu - miejsce w załadowanym różnymi, niezbędnymi rzeczami busie.

Nareszcie, 5 lipca, słowa otuchy i wsparcia naszej Pani Redaktor Grażyny Orłowskiej zadziałały na mnie jak magiczna mikstura, która dodaje nowej mocy i energii... Wówczas nie zdawałam sobie sprawy do jakiego stopnia, z jakim rozmachem... i jak wielkie będzie tegoroczne, polonistyczne żniwo...

Ruszyliśmy... Podróż mijała spokojnie, rozmowy, pierwsze kontakty z nowymi uczestnikami, pytania, które w pewnym sensie pozostawały bez odpowiedzi - jak w tym roku przyjmie nas Ukraina, czy jak zawsze postawimy cząstkę siebie na bliskim naszym sercom Kresach??? Wszelkie zapytania i wątpliwości natychmiast rozwiewał optymizm naszego mentora - Pana Bolesława Langa i obecność - po raz pierwszy - mojego osobistego, a temperamentnego Skarbu - córki Ani...

Radość zaskoczenia...

Nie sposób w kilku słowach wyrazić radości wypływającej z powrotu na Kresy, z widoku tonącego w promieniach słonecznych Lwowa, widoku Kamionki Buskiej, w której już w zeszłym roku zostawiłam cząstkę siebie..., dlatego nawet nie będę starała się wszystkiego opisać... Przejdę do konkretów, tym bardziej, że moje sprawozdanie zaczyna przybierać nieco inną od tradycyjnej formę.

Pierwsze spotkanie z dziećmi, młodzieżą Kamionki w ramach letniej szkółki było dla mnie ogromną radością, zaskoczeniem i niepewnością, czy podołam?, ponieważ dzięki "aktywności agitacyjnej" obecnego Księdza Proboszcza - Księdza Wiktora - na pierwsze spotkanie przyszło ponad 50 osób w wieku 5-18 lat...

- Boże! - pomyślałam. - Wiem, że Kościół to świetne źródło informacji, ale jak pracować z taaaką gromadą? W upały, w niewielkiej salce, z jedną tablicą i wypisującym się markerem...

Wątpliwości pojawiły się na bardzo krótki moment i zaistniałą sytuację potraktowałam jako kolejne wyzwanie losu... Przybyłych podzieliłam na 4 grupy, biorąc pod uwagę wiek i stopień zaawansowania. Tak, tak, wróciły do naszej szkółki prawie wszystkie dzieci z zeszłego roku. No i prawie się udało... Prawie, bo na koniec spotkania podeszła do mnie bardzo sympatyczna Pani i zapytała, czy nie ma możliwości prowadzenia zajęć z języka polskiego dla grupy dorosłych? Nie trzeba długo się zastanawiać. Oczywiście, zgodziłam się, stworzyłam piątą grupę.

Machina ruszyła...

Zajęcia w Letniej Szkole Języka Polskiego odbywały się w godz. 10:00-22:00, z przerwą na obiad i kolację. W lekcjach języka polskiego uczestniczyły 63 osoby. Pomimo zmęczenia każdego dnia na nawo z radością i nową energią rozpoczynałam pracę w każdej z 5. grup. To nowe odkrywanie siebie, swoich możliwości, pomysłów, powołania nauczyciela... To bogactwo doświadczeń, które trudno ubrać w jakiekolwiek słowa, by oddać klimat i głębie tychże spotkań. Każda grupa miała swój niepowtarzalny klimat. Każda grupa była inna, co nie zmienia faktu, że na wszystkich zajęciach poznawaliśmy piękno języka polskiego, jego specyfikę, poznawaliśmy historię, kulturę, tradycje, ćwiczyliśmy praktyczne porozumiewanie się językiem polskim. Poznawaliśmy siebie, nasze zainteresowania, nasze mocne strony. Otwarty dialog budował atmosferę życzliwości, przyjaźni, zaufania. Dzieci chętnie uczyły się polskich piosenek, młodzież wsłuchiwała się w teksty Kamila Bednarka, dorośli pytali o osobliwości polskiej kuchni i turystyki. To nieopisane źródło doświadczeń..., nowych, innych, budzących we mnie kreatywność i radość.

Wszelką działalność polonistyczną wspierał tutejszy Ksiądz Proboszcz... - Ksiądz Wiktor. Począwszy od zakupienia nowych markerów, skończywszy na filiżance gorącej kawy czy herbaty, która w ciągu pracowitego dnia smakowała naprawdę wybornie. Nigdy nie myślałam, że niezwykłą pomocą dydaktyczną będą plansze zawierające polskie litery, zwłaszcza dwuznaki, zmiękczenia. Dzieci, widząc obraz, błyskawicznie chwytały fonetyczne brzmienie, podawały przykłady wyrazów, patrząc na zamieszczone na planszach obrazki. Pomimo skromnej bazy dydaktycznej efekty pracy były ogromne.

I przyszedł czas na teatr...

Tradycją w naszej szkółce stały się także zajęcia teatralne. Bawiąc, uczymy. W tym roku w młodszych grupach przedstawialiśmy "Chorego kotka" oraz "Kaczkę dziwaczkę", z młodzieżą ambitnie o przyjaźni - "Małego Księcia". Rodzice, dziadkowie pomagali w przygotowaniu strojów dla dzieci, wnucząt. Podczas radosnego popołudnia przenosiliśmy się w magiczną krainę teatru, podziwiając przedstawienia wykonane w języku polskim.
Myślę, że wciąż na nawo odkrywamy nasze Kresy, nasze korzenie, naszą polskość, nas samych...

Bez Nich by się nie udało... Dziękuję...

Kończąc, pragnę serdecznie podziękować Wszystkim, którzy wspierali mnie, dodawali wiary i otuchy. Byli przy mnie pomimo wielu kilometrów dzielących nas fizycznie. Ofiarowali swój czas, bezcenne minuty, których nie można przeliczyć na żadną materialną kwotę. Niespodziankami i słodkościami obdarzyli kamioneckie pociechy.

Nade wszystko jednak dziękuję tym, którzy "zarazili" mnie pięknem Kresów, pomogli na nowo odkryć wiarę w drugiego człowieka, na nowo spojrzeć na sens trudnej, odpowiedzialnej, ale jakże wyjątkowej pracy nauczyciela, tym, dzięki którym już piąty rok mogę odkrywać i pielęgnować ślady mojej polskości na Kresach, by chronić ją i "ocalić od zapomnienia"... Dziękuję...

Agnieszka Halicka
nauczyciel języka polskiego i religii w Gimnazjum nr 27 we Wrocławiu
Zobacz też: