Relacje uczestników Akcja 2013

Łoszniów - teraz trochę kondratowicki

Dnia 3 lipca 2013 roku delegacja z Gminy Kondratowice w składzie: wicedyrektor Publicznego Gimnazjum w Prusach pani Ewa Majewska, pan Wiesław Skorupski, pan Jerzy Ogonowski, pan Jan Staniec, uczennica Publicznego Gimnazjum w Prusach Martyna Olędzka i byli uczniowie Gimnazjum w Prusach Sylwia Klimontowska i Marcin Staniec, w ramach akcji "Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia", wyruszyła po raz drugi spod gmachu Telewizji Wrocław do Łoszniowa. 700-osobową delegację z całego Dolnego Śląska pożegnał marszałek województwa pan Rafał Jurkowlaniec i wielu miłośników Kresów.

Po długiej i męczącej drodze 4 lipca dotarliśmy do Trembowli, miejsca zakwaterowania. Na cmentarz w Łoszniowie pojechaliśmy następnego dnia. Byliśmy podekscytowani i pełni zapału, kiedy szliśmy w stronę miejsca, gdzie w zeszłym roku ciężko pracowaliśmy, by nasi przodkowie mogli spoczywać w godnym miejscu. Entuzjazm przygasł, gdy okazało się, że cmentarz wygląda niemalże tak samo, jak w zeszłym roku. Jednak nie poddaliśmy się. Wraz z ekipą ze Świdnicy, która z polecenia pani Orłowskiej pomagała nam przez cztery dni, zabraliśmy się do pracy. Nie było łatwo. Kłujące osty i krzaki znacznie utrudniały nam pracę. Były tak duże, że zasłaniały nagrobki i krzyże. Męska część grupy wzięła w ręce kosiarki i kosy i zabrała się do wycinania. Po kilku godzinach można już było ujrzeć mogiły. Rozpaliliśmy cztery ogniska, gdzie spaliliśmy gałęzie. Usypaliśmy również kilka nowych symbolicznych mogił i zrobiliśmy drewniane krzyże. Zardzewiałe krzyże, z których schodziła farba, wyglądały fatalnie. Wyczyściliśmy je i pomalowaliśmy. Słońce również utrudniało nam pracę, ale w ciężkich chwilach motywowaliśmy się wzajemnie. Po pięciu dniach doprowadziliśmy część cmentarza, w której spoczywa najwięcej Polaków, do porządku. Spryskaliśmy również chwasty randapem w nadziei, że to ograniczy ich rozrost.

Warto podkreślić, że na nagrobkach widnieje wiele nazwisk, które znam z moich okolic. Najczęściej spotykane to: Muszyński, Kobel, Matła, Skorupski, Laszczyński, Jastrzębski, Jakubowski, Koryś, Zagórski, Szczepański, Misiewicz, Lejczak a także wiele innych. Dzięki pomocy miejscowej ludności pan Skorupski odnalazł groby swojej najbliższej rodziny, a także poznał krewnych mieszkających w Łoszniowie. Bardzo przydały nam się datki, które mieszkańcy naszej parafii złożyli podczas kwesty przed kościołami. Dzięki nim mogliśmy zakupić narzędzia, paliwo, opryski, farby, a także wsparliśmy Polaków tam mieszkających.

W tym roku spotkała nas miła niespodzianka. Ludzie byli do nas bardzo przyjaźnie nastawieni, uraczyli nas swoją gościnnością, nie pozwolili, abyśmy byli głodni podczas naszej pracy. Miejscowi dzielili się z nami produktami, mimo że im się nie przelewa. Nie zapomnieliśmy także o Polskim kościele w Łoszniowie. Stara, zabytkowa świątynia, która po wojnie była magazynem nawozów, prosi się o remont. Przekazaliśmy proboszczowi środki, które wspomogą ten cel. Planujemy, że w następnym roku zadbamy o to, aby świątynia chociaż częściowo odzyskała swoją świetność. Warto również wspomnieć, iż od naszego poprzedniego pobytu liczba wiernych zwiększyła się. Ludzie otwarciej mówią o tym, że mają Polskie korzenie, przestali się tego wstydzić. Najstarsi, znów poczuli , że Polska o nich nie zapomniała. Miło wspominamy także gościnność gospodarzy, którzy przyjęli nas na kwaterę. U pani Ludy i u pana Piotra czuliśmy się jak w domu.

Nasz pobyt na Ukrainie nie był tylko wypełniony pracą. Mieliśmy także czas na odpoczynek i na zwiedzanie urokliwego kraju, a także miejsc związanych z historią Polski. W tym roku zwiedziliśmy między innymi Krzemieniec, gdzie znajduje się dom znanego polskiego pisarza, poety i epistolografa Juliusza Słowackiego, a także Zbaraż znany z powieści "Ogniem i mieczem" Henryka Sienkiewicza. Gościnną Trembowlę i Łoszniów opuściliśmy 10 lipca z poczuciem, że jeszcze wiele zostało do zrobienia. Kiedy to piszę, od razu na myśl nasuwa mi się znana ludowa piosenka, której słowa brzmią: "... żal, żal... za zieloną Ukrainą, żal, żal, serce płacze, już jej nigdy nie zobaczę". Ja osobiście nie mam korzeni na kresach, jednak myślę, że słowa piosenki nie sprawdzą się w moim przypadku i również w przyszłym roku znów wyruszę na spotkanie z ludźmi i polską historią Kresów. Podobnie myślą wszyscy, którzy poświęcili część swoich wakacji, urlopów, by bezinteresownie "mogiłę pradziada ocalić od zapomnienia". Bardzo bym chciała, by w przyszłości więcej osób zaangażowało się w tę akcję, zwłaszcza ci, którzy tam, na Wschodzie, mają groby swoich bliskich.

(aby powiększyć - kliknij w zdjęcie)
Zobacz też: