Relacje uczestników Akcja 2013

Sokal nas wzruszył

W dniach od 3 do 13 lipca grupa uczniów z Kłodzkiej Szkoły Przedsiębiorczości (Sandra Bednarz, Magdalena Cierpiała, Radosław Gadziński, Krzysztof Kadlof, Dawid Kosiński, Natalia Kula, Agnieszka Szpala, Przemysław Świątek i Magdalena Urbaniak) przebywała w Sokalu na Ukrainie, porządkując miejscowy cmentarz - w szczególności polskie groby.

W Czerwonogradzie (Krystynopolu) czekał na nas ks. Andrzej Mihułka. Po pozostawieniu rzeczy pojechaliśmy na obiad, a następnie z księdzem zwiedzaliśmy okolicę. Miejscowość jest wielowyznaniowa. Od dwóch lat jest tu też kościół katolicki i parafia pw. Św. Michała Archanioła. Kiedyś kościół był piękny, teraz trzeba w niego włożyć wiele pracy, ponieważ w okresie socjalizmu pełnił rolę hali targowej. Można więc sobie wyobrazić, jaki jest to teraz standard. Chyba najgorszy kościół w Polsce nie ma aż tak tragicznych warunków do modlitwy. Byliśmy więc w kościółku, na cmentarzu - naszym miejscu pracy. Zobaczyliśmy bardzo zaniedbane, porośnięte chwastami, krzewami, a nawet drzewkami groby. Nekropolia sprawiała wrażenie pozbawionej gospodarza. A to przecież cmentarz komunalny i nadal odbywają się tam pochówki. Wszystkich nas przytłaczał wszechobecny chaos. Od razu znaleźliśmy grób Wandzi. Ten, którym szczególnie w ubiegłym roku opiekowali się wolontariusze z Obornik Śląskich. Jest wspaniale utrzymany i świetnie się prezentuje, choć słowa "Aniołem na ziemi byłaś trzy lata", dają wiele do myślenia.

W pierwszym dniu pracy posprzątaliśmy pomnik Wyspiańskiego, prokurenta szpitala i jego syna, grobowce Wysoczańskich i Żołczyńskich. Ela Żołyńska, polonistka z Wrocławia, robiła zdjęcia do dokumentacji naszej pracy i penetrowała cmentarz w poszukiwaniu polskich kwater. Wiele ciekawych udało się znaleźć. Ogólnie wzbudzaliśmy jakąś sensację: Polacy ponownie przyjechali sprzątać groby... Patrzono na nas jednak życzliwie. Wieczorem ksiądz zaprosił wolontariuszy na mszę celebrowaną w dwóch językach, co było niezapomnianym przeżyciem.

W kolejnym dniu dołączyli do nas parafianie - Taras, Aleksander, Oksana, Lila, Nadia, Misza, Roman i jeszcze kilkoro dzieci. Było tez dwóch panów ze Związku Polaków zamieszkałych w Sokalu - Igor Pastuhovicz i Gienek Lubaczewski. W tak licznej grupie pracowało się świetnie i dużo zrobiliśmy. Oczyściliśmy grób Augusta Geberta i jego żony, wzruszył nas napis na klepsydrze powstańca z 1863 roku oraz obelisk poświęcony "Żołnierzom poległym w pierwszej wojnie światowej". W grobie Maszy odkopaliśmy krzyż z pomnika. Marzeniem naszym było naprawienie go, ale do tego potrzebne są specjalne materiały, a tymi nie dysponowaliśmy. O 13.00 spotkaliśmy się z ks. Andrzejem i pojechaliśmy do Tartakowa. Tam uczestniczyliśmy w mszy św., zjedliśmy pyszny obiad i odbyliśmy bardzo ciekawą wycieczkę po okolicy - zwiedziliśmy pałac Potockich (Urbańskich), zobaczyliśmy Sokalskie więzienie (dawne sanktuarium), poznaliśmy legendę o Chmielnickim i jego cudownym uzdrowieniu, byliśmy w Barażu, Bełzie i Czerwonogradzie. Niektórzy zobaczyli, jak skromnie mieszka ks. Andrzej. Do bursy wróciliśmy bardzo późno pełni wrażeń.

Czwartego dnia w południe byliśmy u mera Sokala i w miejscowym radiu, gdzie nagrano z nami krótką audycję. Po jej emisji przyszło nam pomóc kilka osób, które usłyszały o takiej akcji. Po południu pracowaliśmy, zgodnie z sugestią księdza, przy głównej alei. Przychodziło wielu ludzi, rozmawiali z nami, pytali o ideę wolontariatu, dziwili się, że za darmo, że z tak daleka. Szczególnie wzruszające były rozmowy z Polakami, którzy chcieli z nami rozmawiać po polsku i udowadniali, że świetnie się ojczystym językiem posługują, mimo iż urzędowym jest język ukraiński. Od dziś mamy też dwie kosiarki ( jedną pożyczył od znajomych ks. Andrzej, a drugą kupiliśmy za pieniądze przekazane przez panią Grażynę Orłowską-Sondej). Robota ruszyła z kopyta, bo po dwóch godzinach widać było efekty. Szybko przesuwaliśmy się do przodu sprzątając groby po kolei. Bez patrzenia na to, czy jest to grób polski, ukraiński, rosyjski czy niemiecki... Podstawiono, z polecenia mera, ciężki sprzęt, wywieziono sterty chwastów i ściętych konarów drzew. Pracownicy komunalni posprzątali miejsca, gdzie spoczywają Ukraińcy.

Tak było też przez kolejne dni. Chłopcy wykonywali cięższe prace, dziewczęta pracowały lżejszymi narzędziami i odnawiały litery, malowały ogrodzenia, czyściły pomniki. Dzięki takiej organizacji, cmentarz zmienił się nie do poznania.

W piątek pojechaliśmy na wycieczkę do Lwowa. Było to dla nas niesamowite przeżycie móc chodzić śladami polskości, pokłonić się przed grobami Orląt Lwowskich, zaśpiewać "Rotę" przy grobie Marii Konopnickiej czy wyrecytować "Alfabet dziecka polskiego" przy miejscu spoczynku autora - Władysława Bełzy.

W ostatnim dniu naszego pobytu na Ukrainie spotkaliśmy się wieczorem wszyscy w kościele w Sokalu. Po mszy pojechaliśmy (także parafianie) na cmentarz, zapaliliśmy znicze na polskich grobach. Widok był wzruszający i cudny. Głęboka noc, palące się znicze, wspólnie Polacy i Ukraińcy przy grobach. Smutno było rozstać się.

Mimo, iż przed wyjazdem mieliśmy wiele obaw, to trzeba przyznać, że Ukraina zaskoczyła nas swoim pięknem. Ludzie byli życzliwi, a ks. Andrzej Mihułka i Jego parafianie otoczyli nas taką opieką, że czuliśmy się tam jak w domu. Za wszystko chcemy pięknie podziękować. Na pewno nie była to nasza ostatnia przygoda z Ukrainą. Wielu z nas deklarowało, że wróci tu. Kto wie, może już za rok... Już teraz planujemy przyszłoroczny powrót do Sokala czy na inną nekropolię na Ukrainie. Warto było tu przyjechać na najpiękniejszą lekcję i patriotyzmu, i historii...

Wolontariusze

(aby powiększyć - kliknij w zdjęcie)
Zobacz też: