Relacje uczestników Akcja 2016

Relacja z Żytomierza

W sobotę 2 lipca o godz. 17 z rynku w Lubawce wyjechaliśmy po dziewczyny do Chełmska. We Wrocławiu o godz. 19 odbyła się uroczysta odprawa wyjeżdzających grup, z udziałem pani minister edukacji Anny Zalewskiej (z którą zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie), konsula Krzysztofa Świderka i wielu innych ważnych osób. Głowna organizatorka Akcji, pani Grażyna Orłowska-Sondej, dała sygnał do odjazdu i kilkadziesiąt busów ruszyło w kierunku Medyki. Odprawa naszego busa na granicy polsko-ukraińskiej trwała tylko 31 godziny i chwilę przed godz. 8 rano wjechaliśmy na Ukrainę.

W niedzielę 3 lipca, około południa zatrzymaliśmy się na zamku w Olesku, gdzie narodzili się królowie Polski Michał Korybut Wiśniowiecki i Jan III Sobieski. Kiedy my zwiedzaliśmy, Piotrek - nasz kierowca (prawdopodobnie najmłodszy szofer "Mogiły pradziada...", nie ukończył jeszcze 22 lat, a już drugi raz jedzie z nami na Ukrainę!) spał, aby nabrać sił na dalsze 330 km jazdy.

Ukraina powitała nas deszczem, burzami, a nawet niedużą trąbą powietrzną. Dlatego też w Żytomierzu byliśmy dopiero po godz. 19 czasu miejscowego, czyli o 18 czasu polskiego. Znana nam z roku ubiegłego pani Zosia, gospodyni na plebanii u pallotynów, czekała już z kolacją. Dość szybko poszliśmy spać, aby w poniedziałek rano rozpocząć pracę na Cmentarzu Polskim w Żytomierzu.

Jakub Pilarski


W poniedziałek (4 lipca) na żytomierskim cmentarzu powitała nas pani prezes Żytomierskiego Obwodowego Związku Polaków na Ukrainie Wiktoria Laskowska-Szczur, która oprowadziła nas po nekropolii. Mijaliśmy wiele mogił, m.in. Juliusza Zarębskiego - wybitnego polskiego kompozytora, krewnych Stanisława Moniuszki i Józefa Ignacego Kraszewskiego. Usłyszeliśmy również historię spoczywającej tu rodziny Ignacego Jana Paderewskiego. Spacer przerwały nam opady deszczu, w związku z tym zostaliśmy zaproszeni do biura na kawę i ciastka.

Po poczęstunku wróciliśmy na cmentarz i rozpoczęliśmy prace porządkowe polegające na zbieraniu gałęzi, poprawiania napisów na pomnikach. Nasi lubawscy koledzy znaleźli dwa pomniki leżące częściowo w ziemi. Odkopali je, w postawieniu tych pomników pomagałyśmy im, dźwigając kamienną kolumnę przy użyciu liny, którą na szczęście miał nasz kierowca.

We wtorek 5 lipca kontynuowaliśmy prace na cmentarzu, które zostały przerwane przez przyjazd ważnych gości i ekipy TVP Wrocław, z panią redaktor Grażyną Orłowską-Sondej na czele. Odwiedzili nas m.in.: marszałek Tadeusz Samborski, kurator Roman Kowalczyk, dyrektor DODN Małgorzata Matusiak oraz konsul RP w Winnicy Tomasz Olejniczak i władze Żytomierza. Przybyła również miejscowa młodzież pochodzenia polskiego.

Po przemówieniach pokazywaliśmy gościom pierwsze efekty naszej pracy, przede wszystkim malowane złotą lub czarną farbą (w zależności od rodzaju kamienia) napisy na nagrobkach. Gdy oficjalna delegacja wyjechała, udzielaliśmy wywiadów dla TVP Wrocław. Opowiadaliśmy o odczuciach dotyczących naszego pobytu na Ukrainie i pracy na cmentarzu. Po wyjeździe telewizji wróciliśmy do pracy, ponieważ nasza działalność na cmentarzu trwa codziennie 8 godzin, od godz. 9 do 17, oczywiście z przerwą na posiłek.

Anita Kacik i Karolina Matłoka


W środę (6 lipca) po, jak zawsze pysznym i pożywnym śniadaniu, udaliśmy się na cmentarz, gdzie jak co dzień malowaliśmy kolejne nagrobki, podnosiliśmy przewrócone pomniki, wycinaliśmy krzaki. Znacznym ułatwieniem w naszej pracy jest obecność jednego lub dwóch miejscowych pracowników, którzy koszą zarośla, a my zajmujemy się ich wynoszeniem do śmietnika. Stale jest też z nami Wiktor Michajłowicz, dozorca Cmentarza Polskiego w Żytomierzu. Niestety po południu zaczął padać deszcz i trzeba było przerwać pracę i nieco wcześniej zjedliśmy ukraiński obiad, który przygotowała niezastąpiona pani Zosia.

Wieczorem wysłuchaliśmy mszy w języku ukraińskim w budowanym na Malowance kościele Bożego Miłosierdzia. Odwiedziliśmy ks. proboszcza Jarosława Olszewskiego, który ugościł nas niezmiernie miło, dając do spróbowania kilka smakołyków z tego to kraju. Mieliśmy też pierwszą okazję dłużej porozmawiać z przedstawicielem młodych żytomierskich Polaków - na plebanię przyszedł Andrzej, który zna Wrocław, bo pracował tam i mieszkał przez jakiś czas.

7 lipca z powodu święta św. Jana (według kalendarza prawosławnego) mieliśmy wolne od pracy, więc pojechaliśmy zwiedzać Żytomierz. Odwiedziliśmy prawosławny Żeński Monastyr (tzn. klasztor) św. Anastazji Rzymianki, gdzie kobiety muszą mieć chusty na głowie i spódnice (nawet jeżeli są w spodniach - wypożyczalnia na miejscu).

Następnym punktem naszej wycieczki była rzymsko-katolicka katedra diecezji kijowsko-żytomierskiej św. Zofii (po której oprowadziło nas dwóch księży - jeden miejscowy, natomiast drugi z Nowego Jorku) oraz Muzeum Krajoznawczego, które znajduje się w dawnym pałacu biskupim. Zobaczyliśmy m.in. kolekcję obrazów niegdyś należących do miejscowej szlachty i stare stroje ludowe.

Później odwiedziliśmy Muzeum Kosmonautyki im. Siergieja Korolowa (urodzonego w Żytomierzu twórcy rosyjskich rakiet i statków kosmicznych) oraz jego dom rodzinny zamieniony w muzeum. Pani prezes Żytomierskiego Obwodowego Związku Polaków na Ukrainie Wiktoria Laskowską-Szczur zaprowadziła nas również do niedawno wyremontowanego teatru, dziś jest to siedziba filharmonii. W tym budynku, w poł. XIX w. przez kilka lat, jako dyrektor artystyczny, pracował wybitny polski pisarz Józef Ignacy Kraszewski. Weszliśmy od strony sceny, więc mogliśmy zobaczyć salę teatralną oczami aktora. Podczas przejazdu przez miasto pani Laskowska opowiadała nam o mijanych miejscach, związanych z innymi wybitnymi Polakami, m.in. z Józefem Konradem Korzeniowskim i Jarosławem Dąbrowskim.

Cmentarz poznaliśmy już dobrze, a dziś mieliśmy przyjemność poznać również miasto Żytomierz. Wieczorem pojechaliśmy do sióstr pallotynek, aby przekazać książki, m.in. 15 egzemplarzy "Elementarza" Falskiego, które według miejscowych nauczycieli, są do dziś najlepszą książką do nauki języka polskiego.

Monika Bąk i Konrad Jawor


Cały piątek i sobotę (8 i 9 lipca) spędziliśmy na cmentarzu. Tradycyjnie dziewczyny malowały napisy na nagrobkach, a my usuwaliśmy krzaki i chwasty oraz podnieśliśmy kilka kolejnych pomników. Przez cały tydzień działaliśmy w rejonie grobu najbliższych Ignacego Jana Paderewskiego (ojca i jego drugiej żony, która wychowywała przyszłego wielkiego artystę i polityka). Jest to najczęściej odwiedzany przez gości z Polski fragment zajmującego blisko 10 hektarów Cmentarza Polskiego w Żytomierzu. Teraz osoby idące od bramy głównej w kierunku Paderewskich będą jeszcze lepiej widziały, gdzie są, bo polskie nazwiska na grobach są wyraźnie widoczne nawet z odległości kilku metrów.

Jedną z najpiękniejszych rzeźb na Cmentarzu Polskim jest figura Anioła Sądu Ostatecznego na grobie hrabiego Jerzego Olizara, wykonana z białego marmuru. W czerwcu chuligani podpalili drzewo obok nagrobka, które upadając strąciło posąg. Anioł z utrąconymi skrzydłami leżał na ziemi i czekał na naprawę. W sobotę rano zauważyliśmy, że doszło do kolejnego uszkodzenia rzeźby - wandale utrącili część ręki i trąbkę, którą trzymał anioł. Powiadomiliśmy panią Laskowską, która zadzwoniła, gdzie trzeba. W południe przyjechała cała ekipa pracowników i urzędników. Wspólnymi siłami przenieśliśmy figurę do samochodu, który odwiózł ją do renowacji.

W sobotnie popołudnie pojechaliśmy do Berdyczowa, do kościoła św. Barbary - miejsca, w którym odbył się ślub Eweliny Hańskiej i Honore de Balzaca w 1850 r. Następnie w berdyczowskim klasztorze karmelitów bosych wysłuchaliśmy mszy (oczywiście w języku ukraińskim) i zwiedziliśmy kościół.

Całą niedzielę 10 lipca spędziliśmy w odległej 150 km od Żytomierza stolicy Ukrainy - w Kijowie. Zaczęliśmy od rzymsko-katolickiej prokatedry św. Aleksandra, potem pojechaliśmy metrem nad Dniepr, stamtąd weszliśmy na górę, do Muzeum Wielkiego Głodu. Metrem wróciliśmy do centrum, na główną ulicę Kijowa - Chreszczatyk, do znanej niektórym z ubiegłego roku restauracji "Puzata Chata" na obiad, składający się z przysmaków kuchni ukraińskiej.

Kolejne dwie godziny spędziliśmy w Soborze Sofijskim (tzn. św. Zofii), który jest jedną z najstarszych budowli sakralnych prawosławia, wpisany na Listę UNESCO. Następnie obok pomnika Chmielnickiego przeszliśmy do Monastyru (tzn. klasztoru) św. Michała pod Złotymi Kopułami. Na koniec odbyliśmy spacer po Majdanie Niezależności, gdzie na przełomie 2013 i 2014 roku toczyły się krwawe walki zwolenników i przeciwników integracji Ukrainy z Unią.

Kajetan Mazgaj


W poniedziałek (11 lipca) po raz ostatni wybraliśmy się na "nasz" cmentarz. Przenieśliśmy się w inny często odwiedzany rejon cmentarza, w okolicę grobów wybitnego kompozytora Juliusza Zarębskiego i jego rodziców. Usunęliśmy krzaki i chwasty zakrywające mogiłę, w której spoczywają "Anastazya" i Karol Zarębscy. Potem prawie wszyscy chwycili za pędzelki, aby zdążyć jeszcze pomalować napisy. Okazało się, że specjalna farba (wyprodukowana w Australii, a kupiona w zakładzie kamieniarskim w Strzegomiu), w kolorze jasnego złota idealnie nadaje się do uwypuklenia napisów na nagrobkach wykonanych z czarnego labradorytu. Na zakończenie zapaliliśmy znicze przy niektórych pomnikach porządkowanych przez nas od poprzedniego poniedziałku.

O godz. 15 udaliśmy się do centrum handlowego, aby kupić to, co chcielibyśmy przywieść do Polski. Po zakupach odwiedziliśmy Panią Prezes Związku Polaków, przy okazji przekazaliśmy przywiezione z Polski książki oraz inne drobne upominki. Stamtąd udaliśmy się pod Pomnik Ofiar Komunistyczno-Bolszewickiego Reżimu wymordowanych w latach 1937-1938 w Żytomierzu. Chcieliśmy w tym miejscu uczcić przypadającą akurat tego dnia 73. rocznicę rzezi wołyńskiej. (Pomnik dotyczy zupełnie innych wydarzeń, ale znajdujący się na nim napis: "Pamiętamy... Opłakujemy, prosimy o przebaczenie" my, Polacy chcieliśmy móc zobaczyć na tablicach pamiątkowych na terenie współczesnej Ukrainy - przy. P. K.). Była tam lokalna telewizja, więc pojawiła się też grupka polskiej młodzieży, ale tak szybko poszli, że nie było okazji porozmawiać...

Po uroczystości otrzymaliśmy pamiątkowe dyplomy ze słowami uznania za naszą pracę na Cmentarzu Polskim w Żytomierzu. Po powrocie na Malowankę przygotowywaliśmy się do wyjazdu do domu.

We wtorek (12 lipca) o godz. 6 rano wyruszyliśmy do Lwowa, najpierw do hotelu w Brzuchowicach na szybki prysznic, bo upał był niesamowity... Potem był obiad, oczywiście w "Puzatej Chacie".

Zwiedzanie zaczęliśmy od pomnika Adama Mickiewicza, potem były: rzymsko-katolicka katedra, kaplica Boimów, rynek, cerkiew wołoska, kościół dominikanów, katedra ormiańska, cerkiew grekokatolicka. Na reprezentacyjnej ulicy Lwowa (dziś Prospekt Swobody, dawniej Wały Hetmańskie), mieliśmy chwilę przerwy na ostatnie zakupy. Po godz. 18 udaliśmy się spacerkiem pod Uniwersytet (dziś Ivana Franki, kiedyś Jana Kazimierza) oraz do Parku - dziś Ivana Franki, kiedyś - Kościuszki. Do naszego busa na ul. Dudajewa (kiedyś - Zimorowicza) wracaliśmy ulicami m.in. Słowackiego i Kopernika, miło że te nazwy ulic się uchowały. Ostatnim - dla nas najważniejszym - punktem była wieczorna wizyta na Cmentarzu Łyczakowskim. Zapaliliśmy znicze na Cmentarzu Obrońców Lwowa, oraz u Marii Konopnickiej. Pobyt na Łyczakowie zakończyliśmy tradycyjnie odśpiewaniem "Roty" przy grobie autorki tekstu. Do hotelu w Brzuchowicach, na przedmieściu Lwowa, dotarliśmy grubo po godz. 22.

W środę 13 lipca, pierwszy raz od przyjazdu na Ukrainę, pozwolono nam spać aż do godz. 8:30!!! Po późnym śniadaniu, ok. godz. 10 ruszyliśmy ze Lwowa w kierunku domu. Na granicy dwie godziny zajęła nam odprawa ukraińska. Nieco dłużej sprawdzały nas polskie służby, musieliśmy wyjąć wszystkie bagaże z busa, z grabiami i sekatorami włącznie. Funkcjonariusz niezwykle dokładnie oglądał i opukiwał nasze auto ze wszystkich stron, zaglądał wszędzie, gdzie to możliwe. Nasze wyposażenie wzbudziło powszechne zainteresowanie innych ludzi oczekujących na odprawę. Tłumacząc, w czym rzecz, promowaliśmy naszą Akcję "Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia", tym razem wśród mieszkańców Ziemi Przemyskiej i kolejny raz usłyszeliśmy bardzo miłe słowa pod adresem wszystkich młodych Dolnoślązaków, którzy część wakacji spędzają na porządkowaniu kresowych cmentarzy.

Jakub Pilarski


W IMIENIU ORGANIZATORÓW I UCZESTNIKÓW VII EDYCJI AKCJI "MOGIŁĘ PRADZIADA OCAL OD ZAPOMNIENIA" BARDZO DZIĘKUJEMY WSZYSTKIM INSTYTUCJOM I OSOBOM PRYWATNYM ZA PIENIĄDZE NA POKRYCIE KOSZTÓW WYJAZDU ORAZ KSIĄŻKI I ARTYKUŁY SPOŻYWCZE, KTÓRE ZOSTAŁY PRZEKAZANE MIESZKAŃCOM ZIEMI ŻYTOMIERSKIEJ.

Monika Bąk, Anita Kacik, Karolina Matłoka - uczennice
i Elżbieta Matyszczak - nauczycielka historii
z Gimnazjum im. Tkaczy Chełmskich w Chełmsku Śl.
Konrad Jawor, Kajetan Mazgaj, Jakub Pilarski
- uczniowie Gimnazjum im. Żołnierzy Sybiru w Lubawce
Piotr Olejnik - kierowca
Paweł Kasprzyk - nauczyciel historii z Gimnazjum w Lubawce

(aby powiększyć - kliknij w zdjęcie)