Byliśmy w Twoich stronach - Marianka

Marianka, obwód tarnopolski

Marianka - wieś w obwodzie tarnopolskim, położona w przedwojennej gminie Nastasów, założona została w drugiej połowie XVII wieku. Przez wieki Polacy sąsiadowali tutaj z Ukraińcami. Pod koniec XIX wieku wybudowano we wsi kapliczkę, w której odbywały się nabożeństwa w obrządku rzymsko-katolickim. Kościół parafialny w Nastasowie oddalony był o 6 kilometrów. Pod koniec wojny w okolicach Marianki zdarzyła się tragedia. Należących do Samoobrony czterech polskich chłopaków zamordowali podstępnie Ukraińcy. Wśród tragicznie zmarłych był Eugeniusz Mazep. Po 66 latach krewny zamordowanego - Wrocławianin, pracownik naukowy Uniwersytetu Przyrodniczego Wojciech Pusz - postanowił poszukać mogiły swego wuja. Rodzina Puszów i Mazepów od dziada, pradziada pochodziła z Marianki. Po wojnie wszyscy osiedli w Nadolicach koło Wrocławia. Nigdy nie odważyli się po wojnie pojechać na rodzinną ziemię. Odszukanie grobu brata było największym pragnieniem babci pana Wojciecha - Albiny z Mazepów - Komarnickiej. Przez lata nie mogła zaznać spokoju, wspominając wydarzenia z lutego 1945 roku. W Mariance, zwanej dzisiaj Marianówką przedstawiciel rodu Mazepów odnalazł bliską rodzinę - siostrę swojej babci Anny ze strony ojca - Natalię Bahryjo, a na miejscowym cmentarzu mogiłę swego wuja i jego tragicznie zmarłych kolegów. Tym anonimowym grobem opiekuje się ukraiński nauczyciel Petro Kwet.
Sen o Kresach - 13.12.2011

Bohaterem programu jest dr Wojciech Pusz, pracownik naukowy wrocławskiego Uniwersytetu Przyrodniczego. Jego rodzina pochodzi z Marianki - wioski położonej koło Nastasowa, w woj. tarnopolskim. Dr Pusz pojechał z nami by odnaleźć grób wujka, zamordowanego przez UPA. Okazało się, że szczątki pomordowanych zostały przeniesione spod kapliczki na cmentarz. Grób został znaleziony, dzięki pomocy okolicznych Polaków. Niektórzy okazali się krewnymi dra Pusza. Powierzona przez rodzinę misja została spełniona. Najważniejsze fragmenty programu:


Skąd nasz Ród...
Historią najnowszą Polski oraz dziejami członków mojej rodziny wplątanymi w zawrotne koła historii interesowałem się od dziecka. Dziadkowie, prababcia i babcie były wypytywane przeze mnie o ich wojenne losy, a także o to jak żyło się "za Bugiem, na Mariance". Między barwnymi i sentymentalnymi opowieściami o tym jak się kiedyś było dobrze prababcia i babcia wplatały także w swoje słowa tragiczną kartę dziejów rodzinnych, która miała swoje miejsce blisko 70 lat temu.

Zima 1945 roku była surowa i mroźna. W Mariance pozostali tylko starcy, kobiety, dzieci i kilkunastolatkowie, którzy byli za młodzi aby wcielić ich do tworzonych oddziałów frontowych. To właśnie z nich rekrutowali się ochotnicy, którzy z bronią w ręku tworzyli miejscowy oddziałek samoobrony. Był wśród nich brat mojej babci - Eugeniusz Mazepa. Styczniowego ranka poszedł wraz z kilkoma kolegami do pobliskiego Nastasowa gdzie wszyscy wpadli w zasadzkę i zostali zabici przez oddział UPA. W wielkiej tajemnicy mój pradziadek, Michał Mazepa pojechał po poległych chłopców by ich pochować tuż obok leżącej w centrum wsi kapliczki. Wkrótce Polacy wyjechali na Dolny Śląsk, a mogiły zostały...

Zimą 2010 roku otrzymałem od krewnych, którzy pozostali na Ukrainie zdjęcie kapliczki. Jakież było moje zdziwienie gdy babcia patrząc na fotografię zapytała "A gdzie się podziały mogiły?". To pytanie nie dawało mi spokoju. Usiłowałem się dowiedzieć co się stało z grobami? Okazja do wyjazdu do Marianki nadarzyła się pod koniec 2011 roku.

Grudniowy dzień roku przywitał panią redaktor Grażynę Orłowską-Sondej, ekipę wrocławskiej telewizji oraz mnie, pięknym słońcem, które wschodziło nad urokliwą, ukraińską ziemią. Zbliżaliśmy się do Marianivki. Ze wzruszeniem spoglądałem na płaskie pola, na świerki, na całą tę ziemię, na której przyszło żyć, cieszyć się, płakać, pracować moim przodkom. Po rozmowie z mieszkańcami okazało się, że wiedzą o istnieniu grobów przy kapliczce. Groby zostały przeniesione na miejscowy cmentarz pod koniec lat 80-tych podczas remontu kapliczki. Wkrótce nadszedł miejscowy nauczyciel - Petro Kvet, którego matka opiekowała się tymi grobami, a po jej śmierci to on przejął jej obowiązki.

Gdy zapalałem znicz przekazany przez babcię na grobie wujka Gienka miałem świadomość, że się udało. Grób został znaleziony, a pamięć o wujku i jego trzech kolegach, którzy oddali życie za tutejszych mieszkańców pozostanie nie tylko w naszej rodzinie.
Wojciech Pusz

(aby powiększyć - kliknij w zdjęcie)