Byliśmy w Twoich stronach - Jampol


Autor - Paweł Szafrański - jest studentem historii na Uniwersytecie Wrocławskim. Brał udział w porządkowaniu jampolskiej nekropolii i deklaruje chęć dalszego uczestnictwa w akcji Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia. Jampolan zachęcam do lektury i uzupełniania zawartych tu informacji.
Grażyna Orłowska-Sondej


Relacje uczestników Akcja 2012


Jampol - naddniestrzański gród

Kresowa stanica

Jampol. Czy ta nazwa komuś coś mówi? ... no właśnie. Chyba jedynie miłośnicy "Trylogii" kojarzą ją z naddniestrzańską stanicą z czasów I RP. Do tej pory sam nic nie wiedziałem o tym niewielkim miasteczku, położonym na granicy ukraińsko-mołdawskiej - a szkoda! Do poszerzenia mojej wiedzy skłonił mnie udział w trzeciej edycji akcji "Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia". Nasza niewielka grupa wolontariuszy (12 osób) trafiła właśnie do Jampola...

Kiedy zapoznawaliśmy się z historią tego miasta, byliśmy naprawdę zaskoczeni. Okazuje się, że Jampol odgrywał bardzo istotną rolę w historii Polski i Ukrainy - nie tylko jako jedna z nadrzecznych strażnic, chroniących Podole przed Turczynem i tatarskimi zagonami ("W Mohilowie wojsk nie ma, w Jampolu nie ma, w Raszkowie nie ma! Ja tu jeden pan!" - jak mówił Azja przerażonej Baśce w "Panu Wołodyjowskim"). Był też Jampol miejscem walk polsko-kozackich podczas powstania Chmielnickiego czy centrum nadgranicznego handlu... i przemytu oraz miejscem przechowania łupów kozackich. Surowe miasto na płonącym pograniczu przechodziło z rąk do rąk (Polacy, Kozacy, Turcy, znów Polacy), aż w 1793 roku na mocy II rozbioru zostało włączone w obręb carskiego imperium. Tam dalej rozwijało się, ulegając stopniowej modernizacji i przechodząc przy okazji w ręce kolejnych właścicieli: kupca i przedsiębiorcy (a potem - bankruta) Prota Potockiego, jego następcy Macieja Dobrzańskiego, a później - Bielajewa, Miłobędzkich i Witkowskich. Kolejne wielkie zmiany przyniósł dopiero XX wiek - po przetoczeniu się fali frontów i zawieruchy wojennej w latach 1917-1920, Jampol znalazł się w granicach państwa sowieckiego, w których pozostał (pomijając lata 1941-44) aż do 1991 roku - daty upadku ZSRS i powstania niepodległej Ukrainy. Obecnie liczy on około 10 tysięcy mieszkańców. Burzliwe losy Jampola doskonale ilustruje miejscowe muzeum historyczno-geograficzne (prezentując zwłaszcza wiele unikalnych zdjęć i materiałów z doby sowieckiej).

Pierwsze wrażenia

Może zabrzmi to banalnie, ale pierwszą rzeczą, która rzuciła nam się w oczy już podczas jazdy po drogach Podola, była przestrzeń. Szeroka, niemal nieograniczona przestrzeń dawnych stepów, a dzisiejszych pól - łany zboża po horyzont, rozległe wzgórza i leniwa rzeka, pogrążona we śnie... Oczami wyobraźni nietrudno było wrócić do niespokojnych czasów szlacheckich, ujrzeć tatarskie zasadzki, nocne najazdy i łunę pożarów... Przyroda i miejsce życia kształtują ludzi - myśl mało odkrywcza, ale w warunkach ukraińskich bezkresów, usianych gdzieniegdzie kamiennymi stanicami i ruinami dworków, dająca do myślenia. Sam Jampol, malowniczo położony na samej granicy (po drugiej stronie Dniestru rozciągają się mołdawskie wzgórza), zrobił na nas bardzo dobre wrażenie od samego początku.

Przede wszystkim urzekła nas słynna kresowa gościnność, której doświadczaliśmy przez cały nasz pobyt ze strony wielu osób. Na wstępie wypada podziękować władzom miasta, które udostępniły nam hotel i posiłki - za darmo! Ten piękny gest bardzo nas ujął i nastroił pozytywnie na czas całego pobytu w Jampolu.

Cmentarz na wzgórzach

Drugiego dnia po przyjeździe, nie tracąc czasu, udaliśmy się do pracy na jampolskim cmentarzu (albo raczej: jednym z cmentarzy, gdyż w Jampolu znajdują się również dwa cmentarze żydowskie i nowy cmentarz prawosławny). Na "naszym" znajdują się nie tylko groby katolickie, ale i prawosławne. Pierwszy rzut oka nie nastrajał optymistycznie - pomimo zeszłorocznej pracy wolontariuszy, katolicka część cmentarza wyglądała jak las. Ewentualnie zagajnik. Na domiar złego, trzeba było wyjątkowo uważać - jeden nieostrożny krok mógł kosztować wpadnięcie w zapadnięty i zarośnięty grób lub w jeden z podkopów wykopanych do grobowców przez "łowców skarbów".

Taki stan rzeczy tylko zdopingował nas do pracy. Przez wiele dni wycinaliśmy, wyrywaliśmy, malowaliśmy, kosiliśmy, paliliśmy ogniska, spryskiwaliśmy i opisywaliśmy, aż z biegiem czasu, nasze starania dały widoczny efekt. Praca nie była dla nas ciężarem - wręcz przeciwnie, mimo zmęczenia odnawialiśmy cmentarz z wielką satysfakcją i zadowoleniem. Jedynie upał dawał nam się we znaki - jak się okazało, podczas pierwszego dnia pracy temperatura dochodziła do 52 stopni w słońcu!

W tym miejscu warto dodać kilka słów o historii jampolskiej nekropolii. Cmentarz ten powstał na początku XIX wieku - a przynajmniej z tego okresu pochodzą najstarsze odnalezione groby. Wtedy również musiała powstać klasycystyczna kaplica, dziś stojąca w ruinie i obrośnięta winobluszczem.

Na cmentarzu jampolskim chowano wiele znaczących osób - m. in. wspomnianych byłych właścicieli miasta, proboszcza Jampola z początku XIX wieku czy Polaków - oficerów i żołnierzy, służących w carskiej armii.

Na szczególną uwagę zasługuje z pewnością perła tego cmentarza, grób Konstantego Korwina Sarneckiego, słynnego młodopolskiego wiolonczelisty, mecenasa sztuki i przyjaciela Karola Szymanowskiego. Położony na szczycie wzgórza z widokiem na Dniestr i Mołdawię, przepiękny pomnik, wykonany (prawdopodobnie) z czarnego granitu, szlifowanego i kunsztownie zdobionego, skłania do refleksji nad przemijaniem i podziwu dla sztuki kamieniarskiej. Co ciekawe, jest to jedyny polskojęzyczny grób tego cmentarza, na którym znajduje się inskrypcja rzeźbiarza - "Jan Rudnicki. Warszawa" (na jednym z filarów otaczających pole nagrobne). Jak widać, pomnik dla wiolonczelisty był sprowadzany na Podole aż z odległej Warszawy!

Niestety, oprócz podziwu groby wzbudziły również nasze obawy. Wiele z nich jest w złym stanie - zapadnięte, rozbite czy zarośnięte. Na domiar złego dominującym materiałem budowlanym jest nietrwały i podatny na uszkodzenia piaskowiec. Jeśli polskie i ukraińskie władze nie podejmą zdecydowanych działań, za kilka lat może być już za późno i skarby wspólnego dziedzictwa kulturowego mogą zostać utracone na zawsze.

Wracając jednak do historii cmentarza, warto zwrócić uwagę na tragiczne koleje losu. Podczas II wojny światowej mieli się na nim ukrywać Żydzi, tropieni przez Niemców, a następnie... właśnie Niemcy, wraz z wojskami rumuńskimi broniący się w 1944 roku przed ofensywą wojsk sowieckich. Te ostatnie, po zwycięskiej wojnie, wprowadziły na nowo radzieckie porządki, także na cmentarzu. Nieraz można zobaczyć - zwłaszcza po ukraińskiej stronie nekropolii - groby zasłużonych działaczy i żołnierzy, straszące komunistyczną symboliką. Sam cmentarz jest odwiedzany po dzień dzisiejszy - ostatnie pochówki pochodzą z początku XXI wieku! Co ciekawe, nigdy nie był on poszerzany planowo, dlatego często groby znajdują się w skupiskach lub tuż obok siebie - zależnie od miejsca pochówku. Spora część cmentarza jest również zarośnięta prawdziwym lasem, co nie ułatwia poszukiwań nowych mogił.

Polskojęzyczna część cmentarza rozbita jest na kilka mniejszych skupisk grobów i wydawać się może niezbyt liczna, jednak dzięki unikatowym napisom i lokalnym motywom jest bardzo interesująca. (Nawiasem mówiąc, na wielu grobach z napisami ukraińskimi wyryte są typowo polskie nazwiska. Co ciekawe, pomimo przymusowej rusyfikacji w ZSRS, ostatni nagrobek polski, jaki znaleźliśmy, pochodził z 1956 roku.) Na niektórych grobach napisy polskie przeplatane są pojedynczymi literami ukraińskimi, co świadczy o przenikaniu kultur. Podobnie intrygują lokalne, podolskie motywy nagrobne, których nie spotyka się w innych rejonach. Jednym z nich są charakterystyczne "kamienne pnie", w formie ściętego pniaka lub kamiennego krzyża, stylizowanego na pień drzewa.

Równie ciekawym motywem jest promieniste oko w trójkącie, popularny motyw, umieszczany na krzyżu. Prawdopodobnie symbolizuje ono Boga. Innym ornamentem jest uproszczona czaszka z piszczelami, która oznacza śmierć i przypomina o niej żyjącym. Być może najbardziej zagadkowy motyw stanowi półksiężyc, obecny na kilku krzyżach. Może oznacza on muzułmanów, którzy przeszli na chrześcijaństwo? Albo raczej chrześcijan, Tatarów z pochodzenia, osiadłych w okolicy dawno temu? Tak czy inaczej, świadczy to o specyfice kulturalnej Podola, gdzie kultura łacińska i prawosławna, wymieszane ze sobą, ulegają nieraz wpływom kultury orientalnej. Ciekawym wzorem były również słońca czy rozety, wyrzeźbione na niektórych krzyżach. Popularnym typem pomników są w Jampolu również obeliski oraz zwykłe, płaskie płyty nagrobne.

Podczas naszej pracy udało nam się opisać 57 polskojęzycznych nagrobków - od niezwykłych pomników po proste mogiły. Bardzo prawdopodobne, że jest ich jeszcze więcej, ponieważ kilka grobów było anonimowych, a na niektórych napisy były zatarte. Poza tym w zaroślach może się ich ukrywać znacznie więcej. Na pewno czekają jeszcze na swojego odkrywcę...

Mieszkańcy Jampola

Pisząc o Jampolu, nie sposób nie wspomnieć o wielkiej gościnności i życzliwości jego mieszkańców. Wszyscy traktowali nas z ciekawością, ale i sympatią. Wiąże się z tym zabawna historia: już pierwszego dnia pracy, po Jampolu rozeszła się plotka, że Polacy przyjechali na cmentarz szukać złota! Następnego dnia, gdy spacerowaliśmy po mieście, podszedł do nas jeden z mieszkańców i zaproponował, że może na pożyczyć wykrywacz metali albo, jeśli wolimy, może poszukać złota razem z nami. Trzeba było widzieć niedowierzanie na jego twarzy, gdy dowiedział się, że przyjechaliśmy, żeby odnawiać cmentarz!

Nie sposób zapomnieć również o wielu osobach, które przyjęły nas równie ciepło i serdecznie, co własną rodzinę. Na pewno należą do nich Natasza, prowadząca rodzinny dom dziecka, i Nadia, jej siostra. Są to osoby, które bez przesady można nazwać świętymi. Ich poświęcenie i miłość dla dzieci, a gościnność dla przybyszy, są po prostu niesamowite. Z Polski przywieźliśmy wiele podarków dla domu dziecka, ale i tak wstyd nam było, że nie możemy dla nich zrobić nic więcej. Każde spotkanie z nimi dodawało nam sił i wiele radości.

Podobnie serdecznie przyjął nas pan Władek, kościelny oraz jego żona. Oni również potraktowali nas bardzo ciepło, nie szczędząc nam słów wdzięczności za odnawianie cmentarza i wprawiając nas w zawstydzenie wieloma pysznymi potrawami, którymi nas ugościli. Wszyscy, którzy byli kiedyś za Bugiem wiedzą, że słowa "staropolska gościnność" nie są tam tylko pustym zwrotem, ale czymś naturalnym i prawdziwym. Poza tym pan Władek zaofiarował się spryskiwać cmentarz środkami chwastobójczymi, przez co nasza praca da trwałe efekty.

Również bardzo gościnnie przyjął nas, pomimo wielu zajęć, ksiądz Chałupniak, od kilku lat budujący kościół katolicki w Jampolu. Bardzo ucieszył go nasz przyjazd i obecność na Mszy świętej. On także serdecznie dziękował nam za wszystko, starając się ułatwić nam pracę na cmentarzu.

Spotkaliśmy się także z wieloma mniejszymi, ale równie miłymi przejawami ludzkiej sympatii: pewnego dnia mieszkańcy przynieśli nam zimną wodę na cmentarz, innym razem starsze panie zaniosły nam do hotelu pyszny, domowy obiad, nie wspominając o bardzo życzliwych paniach z muzeum, które chętnie oprowadzały nas po wystawie sztuki regionalnej i muzeum historyczno-geograficznym.

Pożegnanie z Jampolem

Niestety, wreszcie przyszedł dzień wyjazdu. Może zabrzmieć to banalnie, ale przez niecałe dwa tygodnie naprawdę zżyliśmy się z tym niewielkim, ale niezwykłym miastem. Pobyt tutaj wiele nas nauczył i dał nam wielką satysfakcję z ochotniczego odnawiania cmentarza. Poznaliśmy tutaj wielu wspaniałych ludzi oraz kawałek wspólnej, kresowej historii. Myślę, że sam Sienkiewicz byłby bardzo zdziwiony, widząc dzisiejszy Jampol - na pewno nie uznałby go za "siedlisko wszelkich łotrów", ale wręcz przeciwnie - "miasto ludzi o złotych sercach".

Grzegorz Dejneka
Zobacz też: