Byliśmy w Twoich stronach - Komarno

Pojechaliśmy tam, skąd nasz ród - Komarno

Po wojnie na wiązowskiej ziemi osiedliło się sporo mieszkańców z Komarna i okolicznych wiosek: Chłóp, Tuligłów, Buczał... Ratując pamięć o przodkach, gimnazjaliści z Wiązowa - już po raz drugi - czynnie włączyli się w akcję "Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia".

W czasie roku szkolnego przeprowadzane były akcje zbierania symbolicznych złotówek, a w podczas wakacji uczniowie pod opieką nauczycieli wyjechali za wschodnią granicę, by ratować od zapomnienia polski cmentarz katolicki w Komarnie. Codzienna praca na cmentarzu to: karczowanie, jeszcze raz karczowanie, koszenie, czyszczenie pomników, odnawianie napisów. Trzeba też było podnosić poprzewracane nagrobki i przywracać im dawny blask. Pracowaliśmy po 8-9 godzin dziennie... Praca była ciężka, czasem doskwierał upał, innym razem trzeba było chować się w cmentarnej kaplicy, bo niespodziewanie lunął deszcz albo zaskoczyła burza. Ale nikt nie narzekał, że jest ciężko, że jest zmęczony. Atrybutami Rafała i Dawida stały się kosiarki i widły, Wojtka sekator i siekiera, a Konrada szpadel i taczka. Dominika, Ania i Edyta nie rozstawały się z drucianymi szczotkami, szpachelkami, grabiami, motykami, pędzlami i farbą. Nauczyciele pokazali uczniom, że doskonale potrafią posługiwać się zarówno kosiarką jak i kosą, siekierą, widłami, szpadlem czy motyką.

Jakże dumni byliśmy, gdy odwiedziła nas Pani Kurator Beata Pawłowicz i z satysfakcją oglądała efekty naszej pracy. Był to przecież "nasz cmentarz", bo na nagrobkach odczytywaliśmy dobrze znane nam nazwiska m.in. Mihułka, Mazur, Bober, Dubaniowski, Wajda, Pater, Piskorz, Hurkacz, Smalec, Partyka.

W pracy pomagali nam Polacy z Komarna i okolicznych wiosek. Byli szczęśliwi i cieszyli się jak dzieci, że o nich pamiętamy. Starsi, schorowani przyjeżdżali, aby porozmawiać i posłuchać polskiej mowy. Płakali i mówili, że "Polska do nas wróciła", bo byliśmy dla nich namiastką ukochanej ojczyzny. Życzliwym okiem patrzyli na naszą pracę również Ukraińcy. Podziwiali młodzież, witali uśmiechem, chętnie służyli pomocą i zapraszali: przyjedźcie za rok.

Mieszkaliśmy u polskich rodzin - Wiesi i Władysława Mihułków oraz Oli i Piotra Koronczewskich - które przyjęły nas niezwykle serdecznie. Wieczorami było wspólne muzykowanie, grillowanie, były wspomnienia i opowieści jak się "tu żyło i żyje". W niedziele i święta poznawaliśmy zabytki tej przepięknej ziemi. Zwiedziliśmy Lwów, Rudki, Gródek Jagielloński, Drohobycz, i niezwykle malowniczo położony Truskawiec. Była to niezapomniana lekcja historii i patriotyzmu.

Gdy nadszedł czas wyjazdu ze łzami w oczach żegnaliśmy się z naszymi "nowymi rodzinami" i z Komarnem. Obiecaliśmy, że wrócimy za rok.

Edwarda Derkowska
Nauczycielka gimnazjum w Wiązowie

(aby powiększyć - kliknij w zdjęcie)

WIĄZOWIANIE POKOCHALI KOMARNO

"Zapomniane miasteczko, zagubione na świecie,
takie małe, że tylko w sercu zmieścić się da".

Podobnie jak w latach poprzednich, nie mogliśmy doczekać się dnia wyjazdu na Kresy. W Komarnie czekali na nas nasi przyjaciele, znajomi i czekał "nasz cmentarz", o który dbamy od dwóch lat.

8 lipca br. grupa sześciorga gimnazjalistów z Wiązowa wraz z nauczycielkami - E. Derkowską i B. Hołowatą - wyjechała do Komarna, by kontynuować prace porządkowo-renowacyjne na tamtejszym cmentarzu katolickim. W tym roku towarzyszyli nam absolwenci naszej szkoły - uczennica LO w Oławie, studentka Politechniki Wrocławskiej i student Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu.

Cmentarz katolicki w Komarnie jest to typowy cmentarz wiejski, bez śladów rozplanowania przestrzennego, a nagrobki wyrastają wprost z murawy. Na zachowanych nagrobkach wciąż widnieją dobrze znane nam nazwiska: Mihułka/Michułka, Dubaniowski, Bober, Wajda, Stefanko, Tomaś, Piskorz, Harhala, Maziak, Smalec, Mazur, Szczypel, Partyka i wiele, wiele innych.

W poniedziałek, 9 lipca, rozpoczęliśmy prace na komarnieńskim cmentarzu. Polegały one głównie na karczowaniu terenu, koszeniu, czyszczeniu pomników, renowacji tablic nagrobnych, stawianiu przewróconych krzyży i nagrobków. Pracowaliśmy codziennie od godziny 9 do 17. Nie było łatwo, czasem brakowało sił, innym razem doskwierał upał. Jednak każdego dnia chętnie szliśmy na cmentarz, bo tam czekali na nas mieszkający w Komarnie i w okolicy Komarna Polacy. Wieść, że młodzież z Polski porządkuje cmentarz, dotarła aż do Lwowa. Przyjeżdżali, więc i lwowiacy, aby mam pomagać. Codziennie byli z nami i wspierali nas. Dzięki rozmowom z nimi poznawaliśmy historię tej ziemi, ziemi - skąd nasz ród.
To od nich możemy się uczyć patriotyzmu, szacunku do mowy ojczystej i tradycji. To dla nich byliśmy cząstka ukochanej Ojczyzny, którą w wyniku zawirowań historii utracili. Pisząc o nich wspomnieć należy tu przede wszystkim o ks. Stanisławie Mihułce, który urodził się i wychował w Komarnie, a obecnie pracuje w parafii Mrocza koło Bydgoszczy, o małym dziewięcioletnim Andrzejku z Buczał i jego rodzicach, o p. Stefanii, p. Gieni, p. Natalii, p. Wasylu, Zosi - studentce turystyki ze Lwowa, lwowiance p. Alicji Romaniuk, naszych gospodarzach p. Wiesi Mihułce i p. Oldze Mihułce oraz o wspaniałych młodych chłopcach: Marianie, Piotrku, Pawle, Antonim.
Również niezwykle troskliwą opieką otoczył nas proboszcz parafii w Gródku Jagiellońskim ks. dr Michał Bajcar, dzięki któremu w niedzielę zwiedziliśmy Lwów. Bardzo serdecznie przyjął nas mer Komarna Taras Iwanickij. W naszej pamięci na pewno pozostanie uroczysty obiad pożegnalny, na który zostaliśmy przez niego zaproszeni i wizyta w ukraińskiej szkole.

Przez dziewięć dni pracowaliśmy bardzo wytrwale, a efekty naszej pracy zostały docenione zarówno przez mieszkającą tam garstkę Polaków, jak i przez Ukraińców. Jesteśmy dumni, że na tym skrawku ziemi krzyże nie "giną" w krzakach i chwastach, lecz dają świadectwo, że jeszcze nie tak dawno była tu Polska.

Wróciliśmy 18 lipca z poczuciem dobrze wykonanego zadania. Żal było wyjeżdżać z Komarna i łza kręciła się w oku, gdy nadszedł czas pożegnania. Mamy nadzieję, że za rok tu wrócimy, by kontynuować swoje zadanie. To na nas ciąży obowiązek ocalenia od zapomnienia śladów polskości na Kresach, a zwłaszcza w Komarnie.

Edwarda Derkowska - nauczycielka języka polskiego
Bogumiła Hołowata - nauczycielka historii

Relacje uczestników akcji:

Ania Wilczko:
Pobyt w Komarnie wspominam bardzo miło. W akcji uczestniczyłam już 3 raz, a w Komarnie naprawdę czuję się jak w domu. Poznałam tu wielu ciekawych i życzliwych ludzi, którzy pomagali nam jak tylko mogli. Mimo ciężkiej pracy z przyjemnością wróciłabym tam ponownie.

Karol Trzynoga: Pobyt w Komarnie był dla mnie bardzo miłym i ważnym doświadczeniem. Cieszę się, że mogłem wyjechać na Kresy i uczestniczyć w tej akcji. Czas spędzony na Ukrainie bardzo dobrze wspominam, ze względu na to, iż panowała świetna atmosfera, ludzie byli przyjaźnie do nas nastawieni i miło nas przyjęli. Praca na cmentarzu była ciężka, ale dzięki niej mogłem ocalić od zapomnienia mogiły naszych przodków i pamięć o nich. Czas spędzony w Komarnie to wspaniałe i niezapomniane przeżycie. Liczę, że za rok wrócę do Komarna.

Edyta Jazłowiecka: W Komarnie ludzie są bardzo przyjaźni. Rozmawiając z nimi, poznawaliśmy historię Komarna i okolic. Nawiązaliśmy wiele nowych znajomości. Mimo iż praca była ciężka, bez chwili namysłu pojechałabym tam ponownie.

Kasia Derkowska (Politechnika Wrocławska): Udział w akcji był dla mnie niezwykłym przeżyciem. Słowami nie da się opisać tego, co czułam, gdy stanęłam na ziemi "skąd mój ród". Oto spełniło się moje marzenie! Ujrzałam miejsca, które znałam z opowieści mojej babci, siedziałam na progu domu rodzinnego moich przodków, dotykałam ziemi, która była świadkiem wielu doniosłych wydarzeń historycznych. Bardzo dużo satysfakcji dawała mi praca na cmentarzu, bo dzięki niej poznawałam dzieje tego pięknego i magicznego miejsca. Tu odnalazłam i uporządkowałam mogiłę mego prapradziadka. To na cmentarzu poznałam wspaniałych Polaków, którzy w wyniku różnych sytuacji życiowych nie opuścili tej ziemi po wojnie. Sądzę, że są oni bardziej serdeczni, życzliwi i szczerzy. Wspaniali, dzielni ludzie! Tacy Polacy są tylko na Kresach. Pokochałam to miejsce i wierzę, że przyjadę do Komarna za rok.

Kamil Maraj (Papieski Wydział Teologiczny we Wrocławiu): Wyjazd na Ukrainę budził we mnie wiele obaw, ponieważ jechałem tam pierwszy raz, a opowieści ludzi, którzy tam byli są bardzo "ciekawe". Moje wrażenia są bardzo pozytywne. Atmosfera, która tam panuje jest rodzinna, mieszkańcy Komarna, pomagali nam w pracy w bardzo różny sposób czy poprzez ich pracę, lecz również donosili nam wielokrotnie napoje jak i jedzenie. Taka postawa pokazuje jak bardzo brakuje im Polaków, Polski, Ci ludzie tęsknią za swoją rodziną, sąsiadami. Pracował z nami codziennie dziewięcioletni chłopiec Andrzej. Jego język polski był bardzo czysty, poprawny, a marzeniem było dostać Kartę Polaka i wyjechać do Polski. Moim marzeniem jest wziąć udział w akcji za rok i pojechać na Ukrainę.

(aby powiększyć - kliknij w zdjęcie)
Zobacz też: